Choinka w listopadzie, a jajka też już malujesz?

Choinka tu, choinka tam. I ja to uwielbiam. Ale ostatnio śledzę sobie hashtagi #christmas, #wintertime, #christmasdeco itp. Bo lubię. Bo mogę. Ale widzę i wiem, że inni też mogą. Mogą zalewać siebie nawzajem falą tak wielkiego hejtu, że aż mi się przykro robi. Dajcie spokój, ludzie! To taki czas, żeby coś z siebie dać. Ale nie komuś w zęby - choćby słownie, tylko radość. Pamiętacie Antygonę? Pamiętacie jej słowa?

No, zaraz mi tu ktoś wyjedzie, że jak ta królowa dramatu wszczynam gównoburzę przywołując na usta samą tragedię Sofoklesa i jego Antygonę! A tu święta za pasem. Wiem jednak, że mam tu grono ciepłych, silnych i odważnych kobiet, które mają własne zdanie, ale gdyby ktoś Ci próbował wjechać na ambicję to spokojnie, poradźcie kociakom, by schowały pazurki. Dziś nie będzie dramatu. Dziś porozmawiamy sobie o czczeniu wolności.

resztamamy.pl przed świętami

Wiesz, ten internetowy hejt mnie czasami załamuje. No bo serio, czemu komukolwiek przeszkadza choinka w czyimś własny prywatnym domu i to w listopadzie? Czy ten delikwent tam mieszka? Nie. Czy to on/ona patrzy dzień w dzień na te wystrojone drzewko? Też nie. Dlaczego więc z taką łatwością przychodzi nam mówienie komukolwiek jak ma żyć?

Znam takich, dla których choinka może w domu się nie pojawić i też by przeżyli. Znam takich, którzy w ogóle nie biorą udziału w tym świątecznym szaleństwie i grudzień najchętniej przeżyliby na biegunie północnym w towarzystwie renifera zamiast krzyczącego wiecznie z radia WHAM!’a i reklam mówiących ci, co powinnaś koniecznie komuś podarować w te święta. Jedną z tych osób jest mój własny osobisty mąż. Serio. Nie przestałam go kochać. Nawet się z nim nie rozwiodłam. A mogłabym. Oj, mogłabym… wiesz jednak, dlaczego nawet nie próbuję tego nastawienia zmienić i po prostu z moim szaleństwem wariuję sama? Ewentualnie mając małego skrzata do pomocy (czytaj Asię)? Wiesz? Bo on może tak mieć. Taki jest, taki ma sposób bycia, w ten sposób znosi święta i ma do tego takie samo prawo jak ja do ubierania choinki w listopadzie.

On udaje, że choinka nie istnieje. Ja udaję, że cieszymy się z niej oboje. Wilk syty i owca cała. Ale tak serio. Szanujemy obydwoje swoją przestrzeń. Zwłaszcza tę, w której nie zgadzamy się i nie stanowimy jedności. Jak zwykle po prostu się dogadaliśmy, bo obydwoje mamy prawo do wolnego wyboru. Traktujemy się z szacunkiem i partnersko, więc mamy mnóstwo miejsca na kompromis. To NIE jest proste. Bo bywa i tak, że próbujemy nawzajem sobie perswadować wiele kwestii, ale tak szczerze mówiąc, czy nasze małżeństwo byłoby udane, gdybyśmy nigdy nie mieli o co się pokłócić, o co się spierać i… O CZYM ROZMAWIAĆ? Przecież to właśnie różnice powodują , że jesteśmy dla siebie ciekawi, pożądliwie chcemy poznać czyjeś zdanie na jakiś temat i z równą fascynacją chcemy na to zdanie wpłynąć. To czyni nas ludźmi wolnymi z otwartymi głowami, którzy nie boją się dyskusji, ale jednocześnie mają swoje zdanie i swoją własną przestrzeń wypełnioną osobistymi przekonaniami. Dlaczego więc rezygnujemy świadomie z tej wolności i chcemy wchodzić komuś na jego własne podwórko demolując zastany porządek i ustawiając ławki tak jak nam się podoba? Przecież gospodarz wcale tego nie chce.

Dlatego widzisz mój mąż mimo, że nie przywiązuje do tego większej wagi pozwala mi na świąteczne wariactwo i przyniósł mi dziś choinkę i karton bombek. Dlatego dzisiaj dłubie przy lampkach bo jeden kabel się urwał i tylko połowa łańcucha świeci. Dlatego też pewnie, że mnie kocha albo COŚ W TYM RODZAJU🤣 wracając jednak do tematu. To nie znaczy, ze mamy jak ci hipokryci udawać, że świat jest kolorowy, wszystko nam pasuje i ze wszystkim się zgadzamy. Nigdy tak nie jest.Tak naprawdę zawsze swoje myślisz, gorzej jeśli i za plecami swoje robisz zamiast szczerze choć także grzecznie powiedzieć wprost co masz na myśli. Nie w tym rzecz. I nie w tym sens, żeby na siłę się kochać. Wszystkich się nie da. Każdy z nas ma swoje sympatie i antypatie i jest to normalne. Sęk w tym, by starać się tolerować, akceptować, rozumieć czyjś światopogląd i jeżeli on nas nie krzywdzi, nie wychodzi nam z naszej lodówki, nie włazi nam przez okno to co komu do tego, co kto i jak? Wolno ci, Tomku, w swoim domku. I niech tak zostanie dla wszystkich.www.resztamamy.pl bombki Asia

Wielokrotnie sama żartowałam sobie na przekór z moich bliskich i znajomych w listopadzie: no jak to nie masz jeszcze choinki ubranej? I co to znaczy, że NIE MASZ nawet drzewka? To były żarty na przekór. Ale to nie znaczy, że mówię komuś co ma robić. Wszyscy wiedzą, że kolęd zaczynam słuchać we wrześniu i nikomu to nie przeszkadza. Bo taka po prostu jestem.

Spotkałam się jednak ostatnio na instagramie z taką sytuacją. Wielu z nas już te choinki ubrało. I to miesiąc temu! No i fajnie. Niech się cieszą. Sama jestem świątecznym freakiem. Rozumiem jednak, że są i tacy, którzy tego nie pochwalają, ale dziwią mnie komentarze pod zdjęciem z ubranym świecącym drzewkiem w stylu: a jajka też już pomalowaliście? Powiedz mi, bo nie potrafię zrozumieć użyteczności tego pytania? Czy to komuś pomogło? Czy zmieniło jego życie na lepsze? Poprawiło właścicielowi zdjęcia humor? Nie, nie i nie.

Jeśli chcecie się cieszyć tym pięknym czasem i go wydłużać tak bardzo jak się da – zróbcie to! To wasze życie! Nie krzywdzicie tym nikogo, więc co komu do tego? Jeśli choinkę macie zamiar ubrać 24 grudnia, za prezentami pobiegacie dzień wcześniej, to też spoko. Róbcie, tak jak chcecie. A jeśli nie macie zamiaru przeżywać tego czasu w ogóle w duchu świątecznego szaleństwa to nadal wasz wybór! I nikt nie ma prawa wam mówić, jak powinniście żyć. Naprawdę NIKT. A więc tym którzy zaperzyli się na widok choinki 2. listopada mówię: spokojnie bracia i siostry. To nie wasz dom i nie wasze drzewko. Nie musicie ubierać go wcale jeśli nie chcecie. Ale jeśli ktoś inny ma z tego radość i chce cieszyć się tym nastrojem dłużej – pozwólcie mu. Jeśli macie napisać coś przykrego, negatywnego albo niepotrzebnego – nie piszcie nic. Nikomu ta uwaga do szczęścia potrzebna nie jest i nie musicie nikogo wychowywać oprócz siebie samych i swoich dzieci. I tu mam dla Ciebie kolejny przykład. Nie tak dawno, stałam w kolejce po makaron boloński w barze. Nie bywam tam często, więc z roztargnienia stanęłam po stronie kasy, gdzie kolejka zazwyczaj się nie ustawiała, więc pani kasjerka zwróciła mi uwagę, żebym przeszła na drugą stronę. Tak zrobiłam ja, jak i klienci za mną. Tyle tylko, że przede mną wcisnęła się kobieta i mężczyzna, którzy stali w kolejce za mną i za jednym jeszcze panem. W dodatku z tej dwójki to pan wyprzedził panią! Nie odzywając się przepuściłam tych dwoje bez uwag. Ale i tak się zaczęło, afera na sto dwa!

– No, pewnie, kolejka z drugiej strony, ale już pan nie widzi, że stał za mną! Zero kultury! – oburzyła się kobieta, która mnie wyprzedziła.

– Jeśli to tak strasznie pani się spieszy, to proszę – mężczyzna robi miejsce przed sobą oburzonej – zaczekam.

Wtem wtrąca się ten tak samo jak ja pominięty mężczyzna, który stał za mną.

– Z całym szacunkiem, drodzy państwo, ale zwracacie sobie nawzajem uwagę na wychowanie, nie zauważyliście jednak, że przed wami stałem jeszcze ja i ta kobieta, którą pominęliście.

– Jak pan taki głodny, to proszę – znowu odzywa się ten pierwszy.

– To zupełnie nie chodzi o mój apetyt, tylko przekrzykujecie się kto pierwszy i kto kogo powinien przepuścić, tymczasem wy sami kogoś pominęliście – tłumaczy spokojny i opanowany.

– Pan to mnie tu nie będzie wychowywał! I proszę już sobie darować te uwagi.

Tadaaaam!

W końcu spór rozstrzygnęła pani kasjerka:

– każdy swój posiłek dostanie, więc może po kolei?

Koniec końców przepuszczono i mnie, i tego pana, który miał odwagę zwrócić uwagę komuś na maniery. Albo raczej ich brak. Ale niesmak pozostał. Historia ta jednak ma swój morał: nie zwracajcie uwagi komuś na jego własny punkt widzenia świata i świąt. W końcu to nie wam urządza wystrój mieszkania 🙂 a przez to tylko, że wasz komentarz sprawi komuś przykrość nie przyprawicie sobie ani więcej kultury, ani nie pokażecie się od strony tych wyrozumiałych, ani tych, którzy są w jakikolwiek sposób lepsi i wiedzą lepiej. To nie jest prawda. Prawdą pozostaną tylko przykre, wzburzone złością emocje wywołane u adresata, któremu napiszecie kilka tych niepotrzebnych słów. I nie mówię tu o cenzurze, że tylko dobre słowa można pisać itede. Nie, nie to mam na myśli. Raczej jestem przekonana, że to jakie ktoś ma wyczucie smaku, czy upodobania należy w całości tylko do niego i nie nam to komentować, bo wszyscy jesteśmy różni, wszyscy mamy wady i zalety, i wszyscy w jakimś stopniu czy kwestii się różnimy. Nie czujmy się ani lepsi ani gorsi. Bądźmy sobą bez choinkowych bitew i wyścigów w instagramowych konkursach na to kto ma lepiej, ładniej, bardziej bogato. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia! Ważne, byście czuli, że ten urok i magia, które przyszły wraz z pojawieniem się świątecznych ornamentów w waszych domach stworzyliście wy, i to do was należy ta magia w waszych zakątkach świata. Jest oryginalna bo jest wasza, tak jak choinka, a nie Anety Gajdziel, która mówi wam, jakie bombki powiesić. Róbcie to, co wam się podoba i w tym momencie, który uważacie za słuszny. To wasz mały rąbek ziemi, który budujecie sami. I nic nikomu do tego. Poza tym wiesz, jeśli nie odpowiada ci fakt, że ktoś publikuje zdjęcie ubranego drzewka w listopadzie to, cóż, możesz to powiedzieć zawsze w normalny, niepozbawiony kultury sposób. Na przykład wczoraj pod tym postem na Instagramie jedna z was napisała mi komentarz dotyczący tego, że wg niej choinka jeszcze za szybko się pojawiła, ale napisała to w tak fajny sposób, że w ogóle nie odebrałam tego jako afront. Wręcz przeciwnie! Odebrałam to jako koleżeńską wymianę zdań bez porównywania która z nas wie lepiej. I to dla mnie jest właśnie ten duch świąt! Zobaczcie zresztą sami.

Nie wiem jak wy, ale ja – choć do bohaterki Sofoklesa mi daleko, – przyszłam tu kochać, nie nienawidzić 😉

I choć to dopiero pierwszy dzień grudnia, to życzę nam wszystkim więcej zrozumienia i empatii.

Bywajcie radośni a nie złośliwi ❤

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media