Depresja poporodowa – potwór zamieciony pod dywan

Ostatnio przeczytałam coś najsmutniejszego na świecie. Pewna mama, która już ponad 3 lata walczy z depresją poporodową, nie czuje miłości do córki, nie mówi jej, że ją kocha, nie przytula, nie pociesza, nie koi, gdy płacze. Gdyby miała szansę zmienienia czegoś w swoim życiu to zrobiłaby wszystko, żeby nie zostać mamą...

Kiedy to przeczytałam, wyłam dobrą godzinę zanim się uspokoiłam i niestety czekała mnie całkiem bezsenna noc. Nie wyobrażam sobie takiego cierpienia maleństwa, które przez całe swoje krótkie życie mogło czuć się niechciane, odepchnięte, niepotrzebne. Nie wyobrażam sobie bólu tej mamy, która musi nosić w sobie ogromne wyrzuty sumienia i ciągle zadawać sobie pytanie "co jest ze mną nie tak?".

depresja poporodowa resztamamy

Bo wierzę, że nie nosiła w sobie zamiaru odrzucenia maluszka, kiedy jeszcze mieszkało pod jej sercem. DP może objawiać się już w trakcie ciąży. Prawdopodobnie pojawiały się jakieś znaki świadczące o tym, że depresja poporodowa mogła się u tej młodej mamy po narodzinach rozwinąć, ale czy jest na sali kobieta, która przed porodem nie miała ani razu myśli, by już cały ten poród był za nią? Ja miałam. Miałam dzień, kiedy przeszkadzał mi wielki brzuch. Miałam dzień, kiedy było mi cholernie ciężko, smutno, okropnie byłam przewrażliwiona i chciałam, by było już po wszystkim. Minęło, kiedy ją zobaczyłam. Mój największy cud świata. I uwierzyłam, jak wtedy kiedy byłam małą dziewczynką i pierwszy raz oglądałam pokaz iluzjonisty w cyrku, że magia istnieje. Naprawdę.
Ale to moja historia. Ja byłam tylko przemęczona. A ta kobieta cierpiała. Los tej mamy potoczył się całkowicie inaczej. Jej depresja nie minęła. Wręcz nasiliła się i rozwinęła skrzydła, kiedy dziecko pojawiło się na świecie. Teraz mieszkają razem w domu. Mama, tata i dziecko. Mama opowiada o niej jak o dalekiej znajomej. Owszem, lubi ją, poświęca jej tyle czasu ile musi, zajmuje się dzieckiem w domu, w dodatku jest całkiem ładna i ma jej oczy, ale o miłości nie ma mowy. Czułość maleństwo dostaje tylko od taty, kiedy wraca z pracy. Tata tuli, kocha, cierpliwie głaszcze po plecach, kiedy dzień jest piegowaty, pociesza, daje tyle miłości ile jest w stanie, by córka wiedziała, że jest ktoś kto czeka, by wziąć ją w ramiona, zabawiać i po prostu kochać. Ale tata to nie to samo co mama.
Siedzę i myślę o tym, zastanawiam się, dlaczego jeszcze w szpitalu nie otrzymała pomocy. Co się stało, że została z depresją sam na sam i pozwoliła zawładnąć jej  swoim życiem. Gdzie opieka okołoporodowa? Gdzie lekarze? Gdzie bliscy? Mąż próbował pomóc, wysyłał na terapie, odciążał mamę w domu – przejmował jej obowiązki całkowicie na siebie po pracy. Wystarczyło na tyle, by przyznać się do tego, że problem jest. I to całkiem realny. Pomyślcie sobie teraz, że właśnie urodziłyście dziecko. Płacz koicie słodkim cichym szeptem i słowami miłości, ciepłymi bezpiecznymi objęciami, znajomym biciem serca, by dziecko wiedziało, że jest otoczone tą miłością. I że wszystko będzie dobrze. Razem z wami na sali przebywa kobieta, która tego wszystkiego nie czuje. Instynkt macierzyński się w niej nie obudził, wręcz przeciwnie – niby jest już „po”, ale nadal utknęła po uszy w depresji, która nie pozwala jej na bycie szczęśliwą młodą mamą cieszącą się bliskością dziecka. Nie szepcze kojących słów, nie przytula. Gesty są sztywne, ramiona pozbawione miękkości. Rozpacz. I ciągle szumiące w głowie pytania: co się stało? Dlaczego tego nie czuję? Co się ze mną dzieje? Czy jestem jakaś nienormalna?
Nie. Nie jesteś. To nie jest twoja wina. Ale o DP w Polsce wciąż mówi się za mało. Opieka okołoporodowa nie zwraca na takie przypadki uwagi. W szpitalu, w którym urodziłam skupiano się wyłącznie na tym, by młoda mama potrafiła dobrze założyć pampersa, przebrać dziecko i nakarmić. KONIECZNIE piersią! Bo co za matka nie karmi piersią?! Włóżmy sobie więc między bajki historie o opiece, która przywiązuje uwagę do osobistego dotkliwego dramatu i cierpienia psychicznego kobiety, która właśnie została mamą, ale z powodu DP nie wie i nie rozumie, co się z nią dzieje.
Kiedy cierpi mama, cierpi też maleństwo. Dziecko, które czuje się niechciane, niekochane, porzucone. Dziecko, które zamiast miłości i bliskości dostaje smutne spojrzenie, rozgoryczenie, wewnętrzną bitwę mamy z samą sobą. Depresja to nie są żarty. I nie dotyczy tylko mam. Efekty jej wpływu przenoszą się również na malucha, który odczuwa wszystkie emocje mamy. To jest krzywda, która wpłynie na całe życie malucha. Nie potrafię sobie wyobrazić skali bólu, które musi przeżywać zarówno mama jak i maluszek. Żadne z nich przecież nie wywołało depresji specjalnie. A mimo to obydwoje od pierwszych dni wspólnego życia muszą sobie radzić z tak dotkliwą chorobą. Ratunek w tym, by znalazł się ktoś, kto pomoże. Otworzy oczy i wyciągnie rękę. Proszę, nie zostawiajmy mam z DP samych z ich chorobą. One naprawdę potrzebują pomocy i zrozumienia.
Badania wskazują, że depresja porodowa występuje częściej niż ciążowa cukrzyca. Dlaczego więc do cholery zamiata się ten problem pod dywan? Ta choroba również powoduje cierpienie, wpływa na zdrowie, życie i kondycję człowieka! Dlaczego poświęca się jej zatem tak mało uwagi? Kiedy dojdzie do nas, że ciężarne i młode mamy naprawdę przeżywają niebagatelnie trudny okres, kiedy w tych pierwszych miesiącach stają twarzą w twarz z malutkim człowiekiem, które nosiły przez 9 miesięcy pod sercem, a potem pomogły mu przyjść na świat. Nie po to, żeby je odepchnąć i porzucić. Po to by kochać. KOCHAĆ!
Wiele mam, które zmagają się z tym potworem niestety pozostaje w tej walce osamotnionych. Udają, że wszystko jest w porządku, są entuzjastyczne, starają się cieszyć każdą chwilą. No bo co ludzie powiedzą?
Dzieckiem się nie zajmuje.
Jest wyrodna.
Jak można nie kochać własnego dziecka?!
Wymyśla sobie. Pewnie jest wygodna.
Niech się weźmie w garść, bo dziecko trzeba wychować.
Trzeba się było pilnować, jak się dziecka nie chciało – a teraz niech się zajmie!
Takie komentarze to chleb powszedni. Problem w tym, że ta młoda mama wcale nie zakładała, że instynkt macierzyński się w niej nie obudzi. Nie zakładała, że dotknie ją depresja poporodowa i nawet w snach nie przyszłoby jej do głowy, że dziecko, które przecież planowała bynajmniej nie rozbudzi w niej miłości. Nie. Nikt tego nie zakłada. Każda kobieta, która planuje zostać mamą patrzy na przyszłość z tkliwością, mając głowę wypełnioną słodką muzyką dziecięcego gaworzenia i obrazkami, na których z czułością i delikatnością obejmuje malucha, dając mu schronienie w swoich ramionach. Wiecie, jakie jest poczucie wartości mamy walczącej z DP? Żadne. Czuje, że nie jest wystarczająco dobra. Że zawaliła. W końcu pojawiają się myśli o samobójstwie. Kiedy zaczęłam czytać na ten temat więcej, znalazłam artykuł o mamie, którą depresja poporodowa zaciągnęła do największych koszmarów i zmusiła do najgorszego – mama, która pomimo swoich demonów zabierała dzieci na wycieczki, pokazywała świat, uczyła i opiekowała się nimi, w końcu kończąc 33 lata odebrała sobie życie. Nie ma słów, które mogłyby oddać cierpienie tej kobiety. Nie ma słów, które opowiedziały by z jakim bólem musiały zmagać się dzieci i rodzina, która walczyła o nią, wspierała. Do końca. Nie znali po prostu skali problemu, który odebrał im mamę, siostrę, córkę.
Jak walczyć z DP? Na to pytanie odpowie wam tylko specjalista. Najważniejsze jest stawienie czoła chorobie. Pierwszy stopień do wyzdrowienia to przyznać się do tego, że ma się problem. Dopiero kiedy uzmysłowisz sobie, że to nie twoja wina, będziesz w stanie podjąć rękawice. Depresja to choroba, a ty właśnie zachorowałaś. Kiedy chorujesz potrzebna jest opieka specjalisty. To nie przeziębienie, które wyleczysz syropem z cebuli. Niestety. Tu potrzebujesz wsparcia. I sięgnij po nie. Naprawdę jesteś tego warta. Jest ktoś kto pragnie ciebie, twojej bliskości, miłości. I ty też zasługujesz na to, żeby czuć się kochaną. A z depresją da się wygrać. Trzeba tylko znaleźć odpowiednie środki do celu.
Pamiętam naszą pierwszą wspólną noc na porodówce. Ważyła zaledwie 3150 g po porodzie i daję głowę zmieściłaby się w dwóch moich dłoniach taka była maleńka. Ale płonęłam ze szczęścia każdą uncją ciała starając się dać jej tyle ciepła i miłości, ile potrafiłam. Całowałam, szeptałam, wąchałam i tuliłam. Nuciłam nawet mimo, że na sali leżały ze mną jeszcze trzy inne młode mamy i ich maluchy. To była jedna z najszczęśliwszych nocy w moim życiu. Mimo, że byłam zmęczona do granic i oczy same mi się zamykały, nie pragnęłam niczego więcej tylko tego, żeby była pilnując jej całą noc i otulając swoim ciepłem. Nie pozwoliłam jej spać w „inkubatorze” (tym łóżeczku, wiecie, dla noworodków. Tak je sobie nazwałam), bo bałam się, że będzie jej zimno. Cały czas chciałam mieć ją przy sobie. Nie wyobrażam sobie koszmaru mamy, która dopiero co wydała na świat dziecko i czuje się zagubiona, bo nie potrafi sobie poradzić z przytłaczającą ją niechęcią, przygnębieniem, żalem, brakiem zrozumienia, smutkiem i bólem. A obok niej leży maleństwo spragnione bliskości mamy, której ciepło zapach i bicie serca były ostoją malucha przez ostatnie 9 miesięcy. Jeżeli to przetrwałaś, jesteś dzielna. Ja nie wiem, czy dałabym sobie radę. Chyba bym oszalała z rozpaczy.
Depresja poporodowa to nie jest mit. To choroba. Dotkliwa, dołująca, wywołująca ból, smutek, obniżająca samoocenę, skłaniająca do czynów ostatecznych… Życzę sobie i każdej mamie, która spodziewa się maleństwa lub każdej z was, która mamą dopiero zamierza zostać, by nigdy was ta choroba nie dotyczyła. A jeśli was to spotka – mówcie, opowiadajcie głośno o tym co czujecie. Jesteście mamami, podarowałyście nowe życie, pielęgnowałyście je nosząc pod sercem, a teraz i wy same potrzebujecie opieki. To normalne. Żeby ją jednak dostać, czasami trzeba powiedzieć o tym, że się mierzy z takim problemem dość wyraźnie, by ktoś usłyszał. Jeśli bliscy was nie zrozumieją – piszcie tutaj. Stworzyłam to miejsce po to, żeby żadna z nas nigdy ze swoim problemem nie została sama.
Jeśli więc, którakolwiek z was ma wątpliwości, czy nie zmaga się z depresją odwiedźcie ten link:
Znajdziecie tu rekomendacje dotyczące leczenia i profilaktyki DP przygotowane przez lekarzy specjalistów. Na końcu znajdziecie test, który wam troszkę podpowie, czy warto udać się do specjalisty po pomoc.
Możecie też napisać do mnie – jestem do waszej dyspozycji i będę starała się was nakłonić do rozmowy o tym, co czujecie. Do wygadania się. Jeśli znacie młodą mamę z podobnym problemem podeślijcie jej ten link, rozmawiajcie, nie pozwólcie jej się zamknąć w sobie, by nie doszło do tragedii. Proponujcie pomoc. Zawsze warto walczyć.

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media