Jesienne ciasto z jabłkami dla lakto-nielubków

Stwierdzam oficjalnie, że jestem nałogowcem. Moja trucizna to cukier. Mąż już dawno spisał mnie na straty. Próbuje zapisać mnie na dietetyczny odwyk, ale dzielnie się nie daję. Nawet znalazłam wymówkę! Dzięki córko, że pojawiłaś się na świecie. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła😂. Dzięki tobie mam smaczne życie i to w dodatku do mojej diety wróciło ciasto. Całkiem bez laktozy. Chodźcie, mam dla was całkiem fajny przepis na ciasto dla lakto-nielubków.

Chodzi za mną słodkie. Bez przerwy. Jeszcze te paskudne cukiernie na każdym kroku z masą ciast, ciastek i ciasteczek. Toż to oszaleć idzie! I wszystkie z przedrostkiem lakto- w nazwie. Niech to szlag! Na szczęście wujek google jest dość twardym zawodnikiem w konkurencji przepisów kulinarnych i nie dał się tak łatwo wygryźć z biznesu. W tym jakże trudnym dla mnie okresie podsunął mi kilka pysznych pomysłów na ciasto bez laktozy. Przed państwem jedno z nich. Jesienne ciasto z jabłkami. Bez laktozowej posypki.

No bo przecież nie można dać się zwariować. Ja rozumiem biały sól i cukier to dwóch jeźdźców zdrowotnej apokalipsy, no ale czymże byłoby życie bez O D R O B I N Y  słodyczy. Na tą odrobinę nałóżmy podwójny akcent. Co by za szczupły nie był. Wiem, wiem. Wiem, że to okropny, ohydny nałóg ten cały cukier, ale wiecie co? Mam to głęboko w koszu na pieluchy, bo tak się składa, że moja dieta i tak już jest uboga w wiele produktów. Mam tu na myśli oczywiście wszystkie sery, twarogi, masła itp. itd. Czyli team ful wypas mlekopochodny. Ale spoko. Widelców jeszcze nie składam. Mam tu wujaszka nie od parady, który ratuje mnie dobrą radą w kwestii kulinarnych zapędów już nie pierwszy raz i tym razem również przyszedł mi z pomocą.

Szukając nadziei w internetach natknęłam się na tysiąc pięćset sto dziewięćset blogów o wege przepisach na słodkości. Na większości dodawano cukier, słodkości i różne śliczności. I tak właśnie powstały Atomówki. Oraz ciasto wege. Specjalnie dla was zmobilizowałam się, żeby przetestować skubańce i wybrałam jeden dość prosty i pyszny przepis na jabłecznik jesienny, który został stworzony z myślą o lakto-nielubkach.

O to i ono. Ciasto z jabłkami. Fanfary!

Składniki:

3 duże jabłka lub 6 małych

4 żółtka

1/2 szkl. oleju

2 szkl. mąki tortowej

0,5 szkl. cukru trzcinowego lub innego słodzika. Ci co jednak starają się kontrolować swoje uzależnienie mogą po prostu pominąć ten punkt programu lub go zastąpić innym składnikiem. Ja pozostanę jednak w teamie „cukier z trzciny”.

0,5 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

Tylko hej! Nie wyrzucajcie białka z jajek na pastwę losu! Ono jeszcze się nam przyda.

Przejdźmy do przyrządzenia naszej Brawórki. Tradycyjnie mieszamy osobno najpierw wszystkie suche, potem wszystkie mokre. Potem do mokrych dodajemy wymieszane suche. Masę wylewamy na blachę. Lakto-nielubki ścielą blaszki papierem do pieczenia, co by nam Atomówka się nie przykleiła do ściany, a i dzielnie dalej stroniła od masła i bułki tartej, którą zazwyczaj blacha jest wysmarowana. Ot, taki zamiennik. Następnie na masę wykładamy starte jabłuszka. Możecie je przesmażyć wcześniej z cynamonem (1 płaska łyżeczka), ja tego nie zrobiłam, bo się spieszyłam, #łasabestia. Na wierzch wyłóżcie ubite na pianę białko z dodanym cukrem pudrem (trzcinowy w tej wersji też znajdziecie, a jeśli macie w domu młynek to ta kwestia jest jeszcze prostsza do rozwiązania). Każdemu potrzeba w życiu trochę ciepła, więc wsadźcie naszą Brawórkę do piekarnika na 45 min i 175 stopni. Niech się słodka dobrze wygrzeje.

I voila! Smacznego.

Ps. Przytyłam już 2 kg na takim wikcie od dwóch tygodni. Urlopy czynią cuda.

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media