Najtrudniejszy wybór

Była sobie raz. Pewna ona. I ona zaszła w ciążę. To nie tak, że jej nie chciała. I nie tak, że na nią nie czekała. Ale to nie było to dziecko. Dziecko jej marzeń i snów. Więc ona zaczęła się zastanawiać, czy w ogóle chce je mieć...

Owa ONA nie jest wyjątkowa. Jest całkiem typowa. Bo takie historie są typowe. Jest ich wiele. Są brzydkie. Budzą odrazę, wstręt, wściekłość, ale też bezsilność, wzruszenie, smutek. Te historie są niechciane tak, jak te niechciane dzieci. One też są brzydkie, nikomu niepotrzebne, są takie, jak te od których odwraca się wzrok. I nie mam na myśli ułomności. Myślę o tym, jak bardzo ich istnienie przeszkadza wszystkim, którzy krzyczą o swoich prawach.

Bo każdy chce je mieć. Prawo do wolności wyboru. Ale ten wybór, wierz mi, on nigdy nie jest czarno-biały. Nigdy nie jest łatwy. Zawsze zostawia ślad. Tym większy, im większy jest ciężar decyzji. Bo możemy spierać się o trymestry, zarodki, poczęcie, kolejne etapy ciąży, ale nadchodzi moment, którego nie można przekroczyć i nagle się wycofać: narodziny. Bo kiedy położyli mi na klatce, gdy się urodziła to ja wiedziałam. Ona jest czystą miłością. Istnieje naprawdę. Nie jest wyimaginowaną istotą żyjącą w moich fantazjach i snach. W dodatku nie jest taka, jak sobie wyobrażałam. To nie znaczy, że jej nie kocham przez tę inność – ależ skąd! To mój ósmy cud świata. I nigdy nie zamieniłabym jej na nikogo innego.

Zanim napiszę, co myślę o protestach, o projekcie ustawy „zatrzymaj aborcję” najpierw opowiem wam coś z mojego podwórka.

Długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego ta walka jest tak trudna i tak niezrozumiane są kobiety, które chcą przerwać ciążę – i nie mam tu na myśli wręcz wskazania do przerwania ciąży, bo mama ma 100% pewności, że dziecko urodzi się z wadą genetyczną, odejdzie zaraz po porodzie (czego sobie nawet nie potrafię wyobrazić…) albo to mama jest chora, jej życiu i zdrowiu zagraża niebezpieczeństwo, lub musi wybierać między swoim życiem a życiem tej istoty, która zadomowiła się już w dwóch miejscach: w sercu i pod sercem mamy. Przecież w każdej z tych sytuacji kobieta powinna mieć wybór! Powinna. Powinna móc wybrać bez strachu o swoją przyszłość. I powinna mieć ten wybór zawsze! Tak było. Tak długo sądziłam.

A potem usłyszałam jak bije jej serce. Najpiękniejszy dźwięk świata. Mój lekarz wtedy powiedział:

Serce dziecka jest zdrowe, bije jak dzwon! Nie widzę żadnych wad. Dam jeszcze pani skierowanie na prenatalne.

Płakałam ze szczęścia. I zobaczyłam ją na ultrasonografie. Była najpiękniejszą fantazją jaką kiedykolwiek miałam. Najśmielszym szczęśliwym snem o miłości. I ta fantazja, ten sen, spełniły się. Jest ze mną. Cała i zdrowa. Wówczas zastanawiałam się, jak to możliwe, że niektóre mamy decydują się zakończyć to nowe życie. Bo kiedy usłyszałam to jej małe serduszko byłam pewna, że określenie „płód” do niej w ogóle nie pasuje. Wtedy była już nowym życiem, dzieckiem. Moim dzieckiem.

Ale kiedy w piątym miesiącu ciąży czekałam na wyniki badań prenatalnych drżałam na samą myśl (i niech któraś powie, że tak nie miała!)… a co jeśli nie będzie zdrowa? Jeśli z jej sercem, płucami, brzuszkiem – czymkolwiek – będzie coś nie tak? Co wtedy? Czy poradzę sobie jako mama chorego dziecka? Czy będę potrafiła poświęcić całe swoje życie dla tego dziecka? Bałam się. Trzęsłam się ze strachu otwierając kopertę. I omal nie oszalałam z radości, kiedy okazało się, że ona jest zdrowa.

Te słowa pisałam już nie raz. Dziecko naprawdę jest miłością. Ale co jednak w sytuacji, kiedy tej miłości nie ma. Jeśli dziecko pojawiło się przypadkiem z bezmyślności. Kiedy dziecko ma się pojawić w naszym świecie, w naszym życiu i w naszym sercu nie takie, jak sobie wyobrażałaś w swoich najpiękniejszych snach? Co jeśli będzie chore, upośledzone, wymagało twojej opieki 24h/7? A co jeśli tobie będzie zagrażać dzień jego narodzin? Co jeśli twoje życie zawiśnie na włosku z powodu jego narodzin? Co wtedy, mamo?
Długo się zastanawiałam. Zadręczałam się myślami o tym, jak trudny to byłby wybór. No właśnie. Wybór. I wtedy zrozumiałam, że każda z nas powinna mieć do niego prawo. Nie wiem, czy dziś byłabym w stanie poświęcić wszystko: każdy mój dzień, całą siebie, wszystkie moje relacje dla dziecka, które potrzebowałoby nieustannie mojej pomocy. Przyznaję to otwarcie. Jestem za słaba. Podziwiam każdą z was, która zdecydowała się urodzić dziecko wymagające obecności mamy bez przerwy i codziennie wstaje z łóżka, bierze głęboki oddech i z uśmiechem wita każdy dzień. Bo ona wie, że dziecko jest cudem – nawet jeśli nie tak wyobrażała sobie z nim życie. Jesteście prawdziwymi bohaterkami. Najsilniejszymi kobietami jakie znam.

Ale chciałabym też powiedzieć coś tym mamom, które postąpiły inaczej. Ta decyzja. Ta brzydka, dręcząca, pozostawiająca żal do siebie decyzja też nie była łatwa. Kiedy czekałam na te wyniki, uzmysłowiłam sobie jedną rzecz. Jak cholernie trudne musiało być podjęcie decyzji o zrezygnowaniu z miłości. Bo ja wiem, że kiedy już czułaś je pod sercem, nie chciałaś, żeby to się zmieniło. Chciałaś je mieć przy sobie bez przerwy, wciągnąć w siebie cały jego zapach, uczyć się każdego milimetra skóry na pamięć. Bo zakochałaś się do szaleństwa. Tak jak ja. Ale los już zadecydował za ciebie. To nie będzie łatwa droga. Bo ono jest chore. Ono ma wadę. Ono może nie przetrwać dłużej niż kilka dni, miesięcy, rok. Ono może zagrozić twojemu życiu. Twojemu zdrowiu, bezpieczeństwu. No i co wtedy? Tu nie ma słusznej decyzji. Nie ma łatwych postanowień. Jest tylko wybór. Wybór. Bez określania „dobry” czy „zły”. I nikt nie powinien mieć prawa go oceniać. Dziś już wiem, że ten wybór to najgorszy dar losu i nie życzę nikomu przed nim stanąć.

Dla mnie najtrudniejszą do wyobrażenia sobie sytuacją jest ta, w której wiesz, że twoje dziecko nie przeżyje dłużej niż kilka godzin, kilka dni po porodzie. Dostałam od kilku z was wiadomość po tym wpisie, o walce z każdym dniem. O walce po tym, jak zostałyście nagle same po  tych 9 miesiącach pełnych miłości. I o żalu. Nieposkromionym żalu i smutku, który rozrywa wnętrzności, szarpie serce, chwyta za gardło i nie puszcza. No bo dlaczego? Dlaczego tak się stało? I dlaczego akurat im musiało się to przytrafić?! Bo to nie jest sprawiedliwe. To jest cholernie nie fair i nie powinno przydarzać się nikomu, a tak często słyszę, że przydarza się tym, które życie by oddały i całe swoje zdrowie za jego/jej zdrowie. I jej/jego życie. Bo ona już zdążyła przyzwyczaić się do swojego dziecka, pokochać je całą sobą i już sobie nie wyobraża codzienności bez niego. A teraz musi się z tym zmierzyć.

Dlaczego?

Dlaczego?!

DLACZEGO?!

W tym całym zamieszaniu jest jeszcze bezmyślność. Bo rozluźnienie możliwości wykonania zabiegu pozbycia się ciąży będzie też prowadziło do stwarzania możliwości aborcji dla wszystkich tych, którzy wcześniej nie pomyśleli. Seks jest przyjemny. I nie mam tu na myśli, żeby nie dać się ponosić emocjom, uważać na każdym kroku. Mam na myśli odpowiedzialność za nieswoje ale i swoje życie. Bo wierzcie mi, dzieci powinny rodzić się z miłości a nie z bezmyślności. Bo te ostatnie są niechciane. A mimo że niechciane te dzieci nadal są życiem. Pragną miłości, potrzebują być kochane, przytulane, chciałyby, żeby ktoś im podarował swoje ciepło, swoje serce. Moja mama chodziła do szkoły podstawowej, obok której był dom dziecka. Kiedy mamusie przychodziły po swoje dzieci do szkoły, niekiedy ten niechciany maluch podbiegał, łapał za spódnicę i walczył o jedno spojrzenie. A kiedy je dostał, pytał od razu na jednym wydechu pełny nadziei: zostaniesz moją mamą?

I są jeszcze one. Kobiety, które czekają na swój ósmy cud świata. Którym nigdy by się nie przyśniło, by przerwać ten jeden z najpiękniejszych okresów w życiu każdej kobiety. Niepowtarzalne 9 miesięcy wrastającej pod skórę miłości. I czekają. Starają się. I nie mogą go mieć. Płaczę za każdym razem, kiedy czytam zwierzenia kobiet, które od wielu lat starają się o wynajęcie pokoju wewnątrz siebie, ale chętny się nie pojawia… Jesteście najdzielniejsze na świecie. Dlatego tym bezmyślnym chciałabym powiedzieć, żeby zabezpieczały się przed a nie po tym, jak sobie uświadomią, że już nie są same

Dziś nie wyobrażam sobie życia bez Asi. Jest dla mnie najważniejsza na świecie. Zrobię dla niej wszystko. Nie musicie mi wierzyć, ale ja już wiem. Mimo to każda z nas powinna mieć wybór w przypadkach, które stawiają życie na granicy. Nie w sytuacji, kiedy bezmyślnie podjęła decyzję, której konsekwencją jest dziecko. Mam na myśli inne przypadki. Gdy dziecko pojawia się z gwałtu. Gdy mama może nie przeżyć lub jej zdrowie wisi na włosku. Gdy wiesz, że dziecko będzie chore, urodzi się z wadą, nie będzie z mamą więcej niż ten rok, nawet kilka lat… rodzice nie powinni oglądać śmierci swoich dzieci.
Choć dla mnie to nie jest wybór, bo każdy z nich wyrwie ci dziurę w sercu. Nie ma większej kary.

7 komentarzy

  • Avatar - Lucyq3

    Lucyq3

    Bylam pezeciwna aborcji. Hm nie zke to nazwalam nie bylam przeciwna ale uwazalam ze sama osobiscie nigdy tego nie zrobie. Kilka miesiecy temu urodzilam corke. W ciazy miala juz stwierdzona poważna wade mozgu miala nie przezyc porodu jednak los chcial inaczej i mala zyje. Jednak potrzebuje calodobowej opieki specjalistycznej ktorej ja sama nie jestem w stanie jej zapewnic. Lekarze daja malej rok. Nie podjelam sie zabrania dziecka do domu to zbyt duzo. Aktualnie mala przebywa w hospicjum dla dzieci gdzie ma zapewniona opieke specjalistow. Wiem ze gdy bedzie chciala odejsc oni nie beda tego przerywac. Kazdy dzwiek z telefonu podnosi serce do gardla ze dzwonia z informacją ze dziecko odeszlo. Otoczenie traktuje mnie gorzej niz gdybym kogos zabila bo nie lecze malej miloscia w domu… Osoba z rodziny potrafila przekazac mi ze cytuje „jestem pierdolona szmata i mam sie smazyc w piekle za to co zrobilam corce” z nikad nie otrzymalam zadnego wsparcia i zadnej pomocy. Do teraz nie moge sobie wybaczyc ze nie przerwalam ciazy gdy bylo to mozliwe. I dziecko by nie cierpialo a ja nie patrzylabym jak ono powoli odchodzi. Zadna kobieta nie powinna przez to przechodzic. Teraz po wlasnym doswiadczeniu wiem ze jesli ktos nie doswiadczyl na sobie tego bolu nie bedzie wiedział jak to jest…

    Odpowiedz

    • Avatar - Reszta Mamy

      Reszta Mamy

      Czytam i nie wierzę w to, co czytam. Takich ludzi, jak ta osoba z twojej rodziny, która tak okrutnie Cię potraktowała wysłałabym na przymusowe 5-letnie szkolenia z empatii. Nawet nie próbuję stawiać się na twoim miejscu, bo to co przeżywasz jest dla mnie nie do pojęcia. Wszystkim tym najmądrzejszym na świecie, którzy dziś Cię oceniają życzę, żeby los nigdy ich nie doświadczył ciężarem tak nieobliczalnie trudnej decyzji, a Tobie chcę powiedzieć tylko, żebyś głowę nosiła wysoko. Dziś jesteś silna, a wierzę, że to, co Cię spotkało uczyni Cię jeszcze silniejszą.

      Odpowiedz

      • Avatar - Lucyq3

        Lucyq3

        Dziekuje za te slowa otuchy. Otoz to bede glowe nosic wysoko bo uwazam ze zrobilam w tej sytuacji najlepsze co moglam. Najgorsze niestety jest to ze gdy na swiecie pojawia sie tak chore dziecki kobiety boja sie szukac pomocy z obawy ze społeczeństwo je zgnoi i laduja same bez pomocy i srodkow finansowych w czterech scianach bojac sie co bedzie dnia nastepnego. Wszedzie wszyscy krzycza o pomocy przy dziecku ciezko niepelnosprawnym a prawda jest taka ze pomocy nie ma zadnej jest tylko ocenianie i pieprzenie glupot.

        Odpowiedz

        • Avatar - Mama wielodzietna

          Mama wielodzietna

          To prawda ludzie zazwyczaj oceniaja postepowanie drugiego człowieka a nie swoje, a szkoda…to bardzo przykre zwlaszcza jesli jest to osoba z rodziny,bliskiego otoczenia… czasem obcy czlowiek bardziej o ludzku nas potraktuje niz”swoj” ,ale tak bywa i dopóki ocena jego postepowania nie jest na pierwszym miejscu będzie dalej oceniał innych nie rozumiejac jak wielka krzywdę robi a powinien wspierac a nie zadawać kolejny cios… jestem mamą szesciorga dzieci i chociaż w planach była trójka to wszystkie są chciane i kochane może nie mają wszystkiego ale mają Naszą miłość i ciepło i to poczucie bezpieczeństwa że wszystko robimy z myślą o Nich i dla Nich… Nigdy swiadomie nie zgodzilabym się na aborcje zdrowego dziecka nawet gdy bym była w 10 ciąży… i mialabym w nosie tak jak teraz mam gadanie bliskich i innych że jestem nienormalna i że moglabym się zabezpieczac i takie tam że patologia i w ogóle… Ci ludzie mie znają sytuacji a oceniają bo nigdy nie znalezli się w podobnej sytuacji może gdynbym stanęła z transparentem że moj organizm jest odporny na srodki antykoncepcyjne i nie wszystkie mogę tez zazywac może by inaczej podeszli ale wolę znosić takie upokorzenie niz całe życie znosić myśl że zabilam zdrowe zycie ktore moglo zyc i ktore moglabym kochać a stchorzylam przez ludzkie gadanie… uważam że kobieta ma prawo do wyboru gdy Jej zycie albo dziecka jest zagrozone i nikomu do tego jaką decyzje podejmie a ludzie i tak beda oceniac i dogadywac jednym że sa za mlodzi na dzieci drugim że maja ich za duzo trzecim dlaczego ich w ogole nie maja a czwartym ze sa za starzy a przeciez zycie to cud i tak trzeba je okreslac i przyjmować i starac się wspierac i pomagac a nie oceniac a jesli tego się nie potrafi to siedziec cicho i zajac się własną osobą i wlasnym zyciem…

          Odpowiedz

          • Avatar - Reszta Mamy

            Reszta Mamy

            Bardzo mądre słowa😊

  • Avatar - Kokoro No Yami

    Kokoro No Yami

    Dokonałaś wyboru, z którego nikt nie ma prawa Cię rozliczać. Robisz co możesz by Twoje dziecko żyło godnie a ten kto patrzy, niech patrzy ale niech nie ocenia. Sama zrobiłabym tak samo bo w pojedynkę po prostu bym nie udźwignęła takiej odpowiedzialności. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz

    • Avatar - Reszta Mamy

      Reszta Mamy

      Otóż to !

      Odpowiedz

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media