Obywatel Zero

Wiecie, wakacje mam. Siedzę z Asią i Michałem w chacie. Michał co prawda pracuje z domu, ja wciąż ćwiczę kręgosłup, a Aśka dokazuje, ale - co by nie mówić - miło nam tu. To w zasadzie niemal żadne wyrzeczenie, kiedy zakupy paszowe dawno zrobione, spędzamy razem czasu co nie miara (już dawno tak nie było), wychodzimy na spacery tam, gdzie przestrzeń i oprócz nas nie ma nikogo, i skłamałabym, gdybym powiedziała, że jakoś super hardo walczymy. Otóż nie. Prawdziwi bohaterowie są cisi. A raczej uciszeni, zajęci, niemi, robiący swoje.

Pamiętacie ten nie tak odległy protest z przełomu wiosny/lata 2019? Tak, ten sam kiedy i rząd, i my, społeczeństwo, pokazaliśmy jednego wielkiego FAKA tym, którzy dziś walczą w pierwszej linii i nie składają broni. Mimo tego że nasz rząd powiedział im otwarcie, że jak się nie podoba to za granicą przecież mają lepsze stawki oni zostali i dziś stają dzień w dzień w pierwszej linii frontu. A wtedy, wiosną i latem, walczyli dla siebie za nieco większe pensje, a nie głodowe stawki po 12 latach nauki, rezydentury i stażu, czyli płacę minimalną. Lekarze, tak, o nich mowa, nie domagali się złotych kaczek. Nie. Oni chcieli być tylko traktowani jak ludzie.

koronawirus

Bo wiecie, sprawa z tym protestem wcale nie jest taka prosta. Nie chodziło tylko bowiem o pensje, ale też o stworzenie możliwości wejścia na rynek nowych adeptów medycyny, którzy wejście mają niebagatelnie utrudnione. Bo to Polska właśnie. Trudno dostać się gdziekolwiek na staż i specjalizację, które potrzebne są do rozpoczęcia pracy w tym zawodzie, a już nie mowa o codziennym życiu. Bo jakby nie było, lekarz też człowiek jeść coś musi, spać też gdzieś musi no i rachunek za telefon też wypadałoby, żeby od czasu do czasu zapłacił. Naturalnie pojawiało się pytanie dlaczego tak się burzyli, dlaczego zarzucali pracę, choć nie do końca, dlaczego postanowili walczyć o więcej. Więcej kasy, więcej czasu dla siebie, więcej nowych w zawodzie.

Wyobraź teraz sobie, że ten sam lekarz, który głodował w połowie maja i którego tak popisowo nie doceniliśmy wtedy a wręcz odwróciliśmy się od niego, leci na trzy zmiany po kolei, bo w szpitalach brakuje personelu. Potem, żeby jakoś pchać także swój własny wózek dalej, bo przecież też ma dzieci, też chce puścić je do szkoły i zapłacić rachunki za prąd, wodę i ogrzewanie, pracuje dodatkowo na kolejnej zmianie, na kolejnym etacie. Halo, halo. Czy słyszę „przecież nie musi!”? No, nie musi. Przeżyj w tym kraju za najniższą krajową, mając na uwadze wyżywienie całej rodziny, opłacenie rachunków za telefony, internety, zalanie baku samochodu, ewentualnie opłacenie korków i zajęć dodatkowych dla dzieciaków itd. Dało się? No chyba nie. Zapomnij przy tym o zdrowiu psychicznym, możliwym wyjeździe na wakacje, jakimś relaksie ze zmianą otoczenia w tle. Bo z czego, przy takich zarobkach?

A ty i tak będziesz wymagać, żeby ten lekarz stawił się po 30h w szpitalu na twoją umówioną przecież wcześniej wizytę wypoczęty, skupiony, radosny i skory do przeprowadzenia pełnego wywiadu, na który i tak nie ma czasu. Na koniec wyjdź z gabinetu i rzuć na korytarzu mięsem, że ten doktor to kanalia! Że tacy jak on nie powinni piastować zawodu medyka, skoro nie stać ich na kilka gram empatii po tym jak powiedziałeś, że boli cię gardło i chyba czas zacząć pisać testament, bo to chyba rak! (to hiperbola oczywiście, ale wiesz o co mi chodzi). No i w te pędy wysmaruj lekarzowi opinię na znanym lekarzu jaki to z niego ordynus i człowiek bez wrażliwości, bo przecież powiedział ci nie bez ironii (trochę ze zmęczenia, a trochę dlatego, że nie ma już siły tłumaczyć ci, że tej nocy zmarł mu pacjent na SOR i twoje zapalenie gardła naprawdę cię nie uśmierci), że anginę leczy się antybiotykiem.

Gdzie podziała się nasza empatia?

Acha, bo jeszcze na moment chciałam wrócić do kwestii, że lekarze podczas protestu porzucali swoich pacjentów, ale nie tak do końca. Bo oni naprawdę i tak robili swoje i nikogo nie zostawili na pastwę zapaleń, połamanych kończyn, nowotworów, innych schorzeń i śmierci w roli głównej. Nie. Dawali radę. Nie zapomnieli o nas. Mimo protestu dalej robili swoje. A że robili zamiast olać, no to my wszyscy – jak jeden mąż! – olaliśmy ich. Zbiorowo. I przy okazji oblaliśmy egzamin z bycia wrażliwymi. Oblaliśmy jako społeczeństwo.

Ale gdy pojawił się pacjent zero (pewnie w kilku różnych miejscach w kraju), #obywatelzero czyli lekarze, medycy, cały personel medyczny razem z wolontariuszami, oni się od tego pacjenta nie odwrócili, tylko znając zagrożenie i ryzyko ruszyli z odsieczą. Zostawili w chałupie swoich bliskich, mając świadomość, co również grozi im – ich rodzinom, i ruszyli do boju.

Jeśli nie chcesz wziąć w tym udziału, to spoko. Wiesz, oni nie będą za to na ciebie krzyczeć ani wymagać niczego od ciebie i od kogokolwiek z nas, bo… dziś, jutro i za rok nadal będą mieć ręce pełne roboty, a dziś dodatkowo narażają nie tylko siebie, ale też swoich bliskich. Dla mnie, dla ciebie, dla milionów ludzi, którzy tutaj zyją. W Polsce. Nie będą zawracać sobie głowy pensjami, które otrzymują. A wiesz jak to wygląda w liczbach?

  1. Stażyści (obowiązkowi oczywiście) po 6 latach nauki dostają za swoją pracę w szpitalu na dzień dzisiejszy 2509 zł brutto, czyli 1814 zł netto przez 13 miesięcy obowiązkowego stażu (tak kochani, to mniej niż minimalna)
  2. Rezydenci przez dwa lata 4000 zł brutto, czyli 2908 zł netto (przy umowie o pracę) przez dwa lata, a potem 4500 zł brutto, czyli 3261 zł netto nadal w trybie rezydentury
  3. Potem hulaj dusza, jak się da zaczepić w centrach medycznych to dobrze, jak nie – to żyj po 12 latach nauki za to, co masz z rezydentury lub umowy standardowej ze szpitalem. Masz rodzinę, dzieci, rachunki do zapłacenia, samochód z bakiem do zalania? No, to powinno ci wystarczyć!

Wiecie, to będzie przykre co powiem, ale w Polsce życie za takie kwoty to zaledwie to, co wystarcza na styk po opłaceniu wszystkich rachunków za chałupę itd. plus wyżywienie. Nie ma tu miejsca na dodatki w postaci korepetycji, wakacji, dodatkowych zajęć, czy hobby. Powiecie: no ale przecież dorabiają w swoich klinikach! A więc pozwolicie, że zapytam: tak? A po ilu latach wreszcie mogą sobie pozwolić na odrobinę luksusu?  Wcale  im się nie dziwię, że kiedy mogą po prostu z niego korzystają. A to wyłącznie lekarze. Nikt tu nie wspomina o pielęgniarkach, ratownikach…

Chciałam tu jeszcze poruszyć kwestie wyposażenia (dla personelu i szpitali), wyżywienia itd., ale czy jest sens strzępić przysłowiowy ryj na oczywistości? Nasza służba w całości jest w totalnie opłakanym stanie.

A pomimo takiego serdecznego potraktowania środkowym palcem w piątek rano wstaną i pójdą w kamasze walczyć o to tzw. lepsze jutro. Wielu z nich pewnie nie zdążyła jeszcze zejść z dyżuru i następny dzień przywitają kubkiem gorącej kawy, starając się z całych sił utrzymać w ryzach. Zostawiliśmy – my i rząd – porzuciliśmy ich w potrzebie.

pandemia epidemiaA teraz co? Jak trwoga to do supermenów w białych kitlach? Powodzenia nam życzę. Bo nie wiem ile będzie w stanie pociągnąć w pracy lekarz i sam zmierzyć się później z tym naszym globalnym celebrytą po 300-400h wypracowanych w miesiącu (to nie jest żart ani wyolbrzymienie!). Nikt nie jest niezniszczalny. I wiecie co, mamy żołnierzy naszych czasów – zmęczonych, przepracowanych ale nadal skorych do walki o nasze zdrowie i życie. Mimo wszystko. Oni znowu dla nas przyjdą do pracy, nawet bez masek, kombinezonów, rękawiczek. Nawet zmęczeni, głodni, z poczuciem jakiegoś brudu niebezpieczeństwa, który charakteryzuje się tym, że przykleja się do ciała mimo napastowania się środkami dezynfekującymi, których zaraz również zabraknie. Oni dla nas zostawią swoje rodziny, dzieciaki, mężów, żony, partnerów w chacie i przyjdą do szpitala znowu ratować nam d&3*pę. No to może byśmy się tak ruszyli z kanapy i zrobili coś dla nich nadal #zostającwdomu? Internet to potężna siła. Warto z niej skorzystać.

Sprawa oczywiście nie dotyczy wyłącznie lekarzy. Dotyczy również pielęgniarek i pielęgniarzy, położnych, ratowników, wolontariuszy, którzy w przyszłości będą zawodowo walczyli dla nas i o nas. Czas, żebyśmy ten oblany egzamin poprawili.

Dlatego apropo internetów, ja tu wam zostawię taki tam link do zrzutki dla naszej służby zdrowia (na potrzebne do pracy dla naszych superbohaterów z Polski narzędzia, prowiant, środki – wszystko co niezbędne!). Możemy zrobić chociaż tyle dla naszych #obywatelizero. Jedna pizzeria w Trójmieście zobowiązała się do dostarczania jedzonka dla personelu w określonej ilości do jednego z zakaźnych! Brawo! O to chodzi! Jesteśmy w tym do jasnej cholery razem w końcu! Bo wiesz, wstyd mi jak cholera, kiedy dzisiaj patrzę w lustro, że wtedy w żaden sposób nie wspierałam ich poza byciem z nimi myślami i psioczeniem na NFZ. To nie dało nic. Ale dziś mamy pole do popisu. Bo jest jeszcze jedna rzecz, która zwróciła moją uwagę. Na co teraz komuś środki z tarczy antykryzysowej na rozwój infrastruktury (dróg i chodników), skoro i tak mamy siedzieć po zamykani w chatach?! Po co przeznaczać sporą część z 30 mld zł na ten cel?! Uwierzcie mi, można w to miejsce chociaż trochę podreperować morale lekarzy, którzy o swoje się dziś nie upomną. Ani dziś, ani w najbliższym roku jeśli ta sytuacja będzie trwać dalej, bo oni nie mają na to czasu. A kiedy już wywalczą nasze zdrowie swoim kosztem, jestem ciekawa czy ktokolwiek wtedy tupnie nogą w ich sprawie… Pokażmy im, że do cholery doceniamy ich starania, wysiłek, to, że położyli na szali swoje życie i zdrowie i swoich bliskich! Naprawdę stać nas na to! Możemy się zorganizować, nie raz to widziałam, jesteśmy społeczeństwem, które w czasach kryzysu organizuje się najlepiej, nie raz dowiodła tego historia!

Ale nie będzie tu mowy motywacyjnej o nas. O nie, nie, nie. Nie nam należą się reflektory po tym jak odwróciliśmy się od nich w zeszłym roku, kiedy głośno prosili o wsparcie. Zapomnij o laurach i gloriach, bo nie zaryzykowałeś wtedy i nie ryzykujesz nic dziś oprócz nudy, podpisując zdjęcia na insta hashem #zostańwdomu i kłócąc się z mężem o pilota. A oni ryzykują codziennie. Dla nas, kurna, właśnie.

Zróbmy to, co możemy. Jeśli możecie nagłośnijmy to tak, by dotarło do właściwych uszu. Proszę, doceńmy w końcu tych, którzy zasługują na znacznie więcej niż ciepłe słowo z ust premiera… oznaczajmy hashtagiem #obywatelzero relacje i zdjęcia na naszych profilach w social media i spróbujmy razem zrobić wszystko, by przyznano im zasłużoną nagrodę za pracę w postaci podwyżki płac. To niewiele, ale tyle możemy zrobić. Czas poprawić ten egzamin, który do tej pory skutecznie oblewaliśmy. Bo to lekarze, medycy, cały personel stał się symbolem bohaterstwa tego trudnego, pełnego strachu dla nas czasu. Oni są tymi, którzy ten strach rozpędzają, ale jeśli znowu nie staniemy po ich stronie (pomagając tak, jak możemy zrzutką, czy nagłaśniając ten problem), naszym stróżom w końcu też opadną skrzydła. Nie bądźmy tymi, którzy je znowu podetną.

#obywatelzero

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media