A piątego dnia wyłam z bólu – czyli jak opanować baby blues

Wierzcie lub nie, ale piątego dnia miałam taki baby blues, że chciałam się zmaterializować w innej czasoprzestrzeni...

Ja wiem, wiem… wszystko niesamowicie cieszy, każdy jej uśmiech, gest, wodzenie oczami, skupianie uwagi na mnie, kiedy staram się ją bawić głupotami. Wszystko jest takie niesamowite, wręcz niemożliwe, żeby się działo naprawdę. Ale ta sielanka nie jest wieczna. Na początku wcale nie było zabawnie. I prawdę mówiąc, były momenty kiedy chciałam wyskoczyć przez okno. Królestwo za 3 sekundy nieistnienia w ogóle…

Wróciliśmy ze szpitala. Malutka ładnie je, tylko piersi coraz bardziej bolą, długo śpi, jak to noworodek i czasami strzela do mnie tym swoim cudownym uśmiechem. No sielanka! Nic tylko się cieszyć i płakać ze szczęścia. Wspaniały początek, wręcz wymarzony. Cudowny, spokojny wieczór bez wrażeń, płaczu, tylko radość.

No i w końcu przyszedł. Cholerny piąty dzień. Nie lubię poniedziałków.

A było tak. Było pięknie. Wszystko zapowiadało, że to będzie następny doskonały dzień na bycie mamą. Bez żadnych burz i huraganów. Pomarzyć dobra rzecz. Już od południa mała coś marudziła. Nietypowe dla niej, no bo przecież od początku nic się nie działo. Prawie nie płakała. Ale coś zaczęło jej dokuczać. Nie wiedziałam, jak jej pomóc. Zaczęły się nerwy. No to noszę. Noszę, noszę, noszę. Na zmianę z Michałem. Nie pomaga. Bujam, płacze. Kładę, płacze. Noszę, płacze. Coraz głośniej. Coraz bardziej zdenerwowana. I ona, i ja. I do tego ten kręgosłup, który nagle – chyba z przejęcia całą sytuacją zaczął mnie poniewierać jeszcze bardziej. I szwy ciągnące, które bolały strasznie. I macica, która się obkurczała. I piersi. Obrzmiałe, pogryzione, gorące, jakby miały swoją własną temperaturę.
Naprawdę królestwo bym oddała za to, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. Ale on nie chciał się skończyć. W zasadzie o tej 19:00 kiedy przeżywałam apogeum tego koszmaru, wszystko miało dopiero się rozhulać na dobre. Nie mogłam małej przystawić ani do jednej, ani do drugiej piersi. Odciągnięty pokarm w butelce to w końcu nie cycek i nie ma się do czego przytulić. A gdzie to matczyne ciepło, które miała podczas każdego karmienia? Wykitowało. Razem z dobrym samopoczuciem i błaganiem o koniec ssania. Chyba nigdy nie czułam takiej frustracji. Za każdym razem kiedy próbowałam ją nakarmić wyłam z bólu i kopałam powietrze. Gdybym miała akurat pod nogą coś, co można by było doszczętnie zniszczyć, to chyba by nie przetrwało.

Poziom wściekłości i frustracji ostatecznie wszedł na poziom, którego wcześniej nie doświadczyłam. Nie wiem, co katowało mnie bardziej – uczucie ciągłego, nieustającego bólu odczuwalnego niemal w każdym miejscu na ciele, czy myśl, że nie mogę dać jej tego, czego potrzebowała? Zdecydowałam się świadomie na karmienie piersią, ale w tamtym momencie po raz pierwszy żałowałam, że nie ukryłam nigdzie w domu ani jednej puszki lub saszetki mleka modyfikowanego. Dziś oczywiście nie żałuję, wtedy pewnie bym skorzystała i teraz pluła sobie w brodę, że nie wytrzymałam. A no więc dobrze się stało, że jednak tego modyfikowanego nie miałam przy sobie.

Ale tamtego cholernego piątego dnia z niemocy, z bezsilności, z przeświadczenia, że o to jestem – najgorsza młoda matka na świecie, która dziecka nie potrafi dobrze nakarmić, dopadł mnie taki baby blues, że naprawdę chciałam się zmaterializować w innej rzeczywistości chociaż na chwilę. Przestać to wszystko czuć, myśleć o tym, ciągle wyrzucać sobie te same błędy…
Ale wiecie, co…

Uśmiech losu można zobaczyć nawet w tych najciemniejszych chwilach, jeżeli pamięta się żeby zapalić światło

(kto mi powie, z której książki ten cytat? 😉 )

Moim uśmiechem był Michał i moja mama, która w tych pierwszych dniach po powrocie ze szpitala była z nami przez chwilę, żeby trochę nas odciążyć. Razem radzili mi, żebym się na moment wyłączyła. Idź pod prysznic, zjedz coś, zrób sobie herbatę, posmaruj się lanoliną… A oni w tym czasie zajęli się malutką.
Pomogło. Nie jakoś spektakularnie, no i nie rozwiązało wszystkich problemów, ale uspokoiłam się, odetchnęłam. Udało mi się złapać dystans. Niecała godzina, która zmieniła ten dzień. Zwróciła mi siłę i chęci. Po niecałych dwóch godzinach, kiedy znów mała się przebudziła domagając się jedzenia już ją tuliłam, przystawiłam ją, nadal kopiąc powietrze, ale już z większą ulgą po kilku minutach karmiłam dopóki nie skończyła. I tak sobie myślę, wiecie, jest kilka sposobów, żeby ten baby blues opanować w tych pierwszych dniach. Nawet jeśli jesteście sami i nie wszystko na początku od razu wychodzi. Nie od razy Rzym zbudowali…

 

No to masz, wybierz swój sposób na ujarzmienie tych trudnych chwil:

  • Wycisz się
    Po prostu znajdź swój wyciszający rytuał. Jeśli ci to poprawi humor to pokrzycz sobie, wypłacz się, posłuchaj ulubionej mjuzyki. Wybierz swój własny i dopracuj go.
  • Wyjdź na spacer, jeśli możesz
    Nigdy nic mnie tak nie odprężało jak spacer i zgubienie tych wszystkich rozterek gdzieś pod podeszwami ciężkich butów. Ale jeśli jesteś młodą mamą i o spacerze możesz pomarzyć – otwórz okno, wyjdź na balkon. Przewietrzenie głowy wiele potrafi poukładać…
  • Weź kąpiel
    To mój ulubiony sposób. Ale nie krępuj się. Kradnij go. Nie mam go na wyłączność. Lubię wskoczyć w ciepłą wodę, wygrzać się i rozluźnić. Nie wiem jak ty, ale ja mam wtedy poczucie czystości, oczyszczenia. Takie szybkie pranie z namaczaniem.
  • Zaparz swoją ulubioną herbatę
    Zawsze koił mnie zapach mięty. Masz jakąś swoją ulubioną zieloną mieszankę?
  • Posprzątaj
    Chociaż zabrzmi to być może śmiesznie to upchanie tego negatywnego reaktora pełnego czarnego poweru w sprzątanie i doprowadzenie do ładu mieszkania świetnie się sprawdza za każdym razem, kiedy mam ochotę wyrzucić szafę przez okno. Bo wiesz, mieszkanie na 14 piętrze i wyrzucanie z niego rzeczy cięższych niż kartka papieru mogłoby być niezdrowe dla środowiska. A ja dbam otoczenie.
  • Pamiętaj: nie każda sytuacja musi cię super rozwijać
    Żyjemy w świecie, który zachorował z powodu samorozwoju. Wszędzie panuje jakaś epidemia na bycie najlepszym we wszystkim. Kiedy masz chandrę, to sobie odpuść. Bo może nikt ci nie powiedział, ale masz prawo też nabrać w płuca tyle dodatkowego powietrza, ile zmieścisz. Nie musisz od razu rzucać się na książki o medytacji, albo te z serii „10 sposobów na poradzenie sobie ze stresem”. Mnie strasznie drażni to poczucie straty czasu na takie niepotrzebne momenty. Jasne, że fajnie byłoby, gdybym w całym moim życiu ani razu nie doświadczyła takiego złego nastroju, ale jeszcze nikt nie umarł od tego, że poświęcił dwie godziny na nic-nie-robienie.  A więc spoko. Weź głęboki oddech i przestań w tym momencie wyrzucać sobie, że się nie rozwijasz i nic nie robisz ze swoim życiem. Naprawdę nie musisz być super w każdym momencie.
  • Nie skupiaj się na tym, co mogłabyś zrobić i czego się nauczyć w tym momencie
  • To naprawdę nieistotne jak wiele rzeczy mogłoby cię efektywnie w tej bluesowej chwili zająć. To jest chwila dla ciebie, na pogadanie ze sobą i przywrócenie równowagi w twoim yin&yang. A więc nie żałuj sobie, dziewczyno! To twój czas.
  • Zjedz to, na co masz ochotę
    Jakkolwiek nie byłabym zdenerwowana, może to głupie, ale moje małe przekąski zawsze mi pomagają. Wśród moich naj są Grześki bez polewy. Te wiesz dziel na 6. I nie jest to kryptoreklama ani spis sponsorowany. Serio. Za niemal każdym razem kiedy mam ochotę odpalić atomówkę, Michał rzuca we mnie moim Grześkiem (dobra, najczęściej jest ich dwóch) i wycofuje się, dając mi czas. Teraz zadanie jest nieco utrudnione, no bo powinnam jeść w miarę przyzwoicie, nieciężko i zdrowo, a więc daktyle i banany też dają radę. Poza tym wiele razy słyszałam od męża, że łatwiej się ze mną obejść, kiedy nie burczy mi w brzuchu. No cóż… Tak jest.
  • Porozmawiaj z kimś o tym
    To nie tak, że masz lecieć z każdą pierdołą do partnera, przyjaciółki, koleżanki, ale nie zamykaj się w sobie. Już słyszę mojego męża, który krzyczy

    i kto to mówi…

    Bo ja musiałam się tego nauczyć. Najłatwiej było mi się zaszyć gdzieś między Edgarem Allanem Poe a Zafonem, ale Michał mnie wyleczył. Uwierz mi, łatwiej będzie ci, jeśli na głos wyspowiadasz się komuś, co ci tam wierci dziurę w żołądku.

  • Przestań gustować w czarnych scenariuszach
    O ile nie jesteś autorką kryminałów, to pozwól swojej wyobraźni odpocząć od czarności. To ile jesteś w stanie wymyślić w tym momencie mrocznych przepisów na najbliższe wydarzenia wcale nie jest współproporcjonalne do rzeczywistości. Poza tym żaden z tych czarnych scenariuszy najprawdopodobniej się nie spełni, więc przestań się katować. Oddech, yoga bonito, skarbie.
  • Pamiętaj: masz być za co wdzięczna
    Przerabiam to za każdym razem, kiedy piszę kryminał roku. Moje życie jest pełne cudu i dobrych wspomnień. I lubię sobie o nich wtedy przypomnieć. Jest mi łatwiej wrócić na właściwe tory. Mam być za co wdzięczna. Mam najlepszego na świecie męża, czuję się kochana i bezpieczna, już powiększyłam serce (dosłownie i w przenośni) o następne lokum, które ktoś właśnie zajął. Mam wspaniałych bliskich. Nie kapie mi na głowę, nie głoduję, spełniam się, realizuję marzenia. Dlaczego więc jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Ja wiem dlaczego. Kochane hormony, idźcie psuć atmosferę gdzie indziej.

Także tego. Nie wszystkie momenty od narodzin były takie cudne i wspaniałe, że aż zamieszkały z nami jednorożce z tęczą wypływającą wiecie skąd… i to nie tak, że każda sekunda macierzyństwa to niesamowite doświadczenie matki płaczącej ze szczęścia. Otóż nie. Czasami to łzy bezsilności, wściekłości, absolutnej niemocy. Ale wiecie, jest jeszcze jedna najważniejsza rzecz, która rekompensuje mi te momenty, kiedy czuję się paskudnie i chciałabym wywrócić pół świata do góry nogami. To mój osobisty przepis, żeby znowu stanąć z całą siłą na nogi. Wiecie, co to?

Jej uśmiech. Jej mały, delikatny, rozbrajający uśmiech, który podpowiada mi, że już jest dobrze. Że do szczęścia jest znowu całkiem niedaleko.

Jakbyście wpadły w tę okropną dolinę zwaną baby blues to dajcie znać, jak sobie z nią poradziłyście. Wziąć tego potwora na przeczekanie też jest dobrze 😉

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media