Wegański sernik z kaszy jaglanej dla alergików

Ostatnio bawię się w testera wege przepisów i wychodzi na to, że jak tak dodać do siebie odpowiednie składniki to może wyjść coś całkiem całkiem. Dlatego dziś opowiem wam o jednej z pyszności, które ostatnio wygrzebałam z odmętów internetu. No dooobra... nie takich zaraz odmętów, bo fakt, że wege kuchnia staje się coraz bardziej popularna jest chyba dla wszystkich oczywisty. Ale mniejsza! Przed państwem wege sernik z kaszy jaglanej prosto dla alergików!

Wiecie już, że zmagamy się ze skazą białkową m.in. z tego wpisu. I wiecie z innych jak bardzo lubię jeść słodycze (pączki nie tuczą!). Niestety kiedy okazało się, że Asia nie toleruje laktozy wiele moich ulubionych przekąsek (cicho! jedna jagodzianka to za mało na porządny posiłek) musiałam odstawić na czas karmienia. Czas na szczęście uczy radzić sobie ze wszystkimi przeszkodami a i człowiek to takie zwierzę, które odnajduje się chyba niemal w każdych warunkach. No to zaczęłam szukać przepisów, które wykluczałyby narażanie małej ma wystąpienie jakichkolwiek niepożądanych skutków ubocznych i przetestowałam przepis na ten sernik wegański. I wiecie co? Jeść słodycze można - i to całkiem niezłe! - nawet jeśli masz na plecach dyszącą skazę białkową. Chodźcie, zdradzę wam przepis!

Tak… od czego by tu zacząć. Byłam mega sceptyczna co do tych wszystkich wege wynalazków, co to niby są świetnymi zastępnikami dla zwierzo-pochodnych produktów. Nie wierzyłam, że mleko krowie da się zastąpić czymkolwiek tak jak kurze jajka. No bo umówmy się: nic tak pięknie nie drażni nosa jak zapach jajecznica o poranku. Ale życie często uczy pokory, a kiedy padło na mnie i – olaboga! – na mój żołądek do śmiechu mi nie było. Mało to! Ja wręcz płakałam z niemocy (Miiiiiiichał, ja chce pączka… wiecie, jak taki rozwydżony dzieciuch po środku sklepu). Cóż, trzeba było się szybko zebrać do kupy, bo dziecko potrzebowało mnie zwartej i gotowej do działania, bez tych wszystkich rozterek i żalu do całego świata. Chciałaś, babo, to masz, a teraz sobie radź! No to sobie poradziłam.

Ponieważ ochota na słodkie ciągle trawiła mnie od środka, a lista dań, które mogłam sobie przygotować kurczyła się i kurczyła z dnia na dzień przez coraz to nowsze alarmy skórne i zachowanie Asi musiałam poszukać alternatywy. Zdrowych substytutów, które pomogły by mi przetrwać ten ciężki okres karmienia piersią. No i masz. Wygrzebałam z sieci tryliardy przepisów na wege dania, które wykluczały alergeny wywołujące u kurczaka reakcje na nie. A tam od cukini, przez bakłażany, mleka roślinne, brokuły, kalafiory, jaja przepiórcze czy – uwaga, uwaga – ser owczy (jest nabiał! DOBRZE!😂), maliny, buraki, jeżyny, rabarbar – cała lista warzyw, owoców, kasz i kapka nabiału, które mogłam pochłaniać bez wyrzutów sumienia. Muszę się wam jednak przyznać, że na początku byłam strasznie sceptycznie do tego nowego menu nastawiona, wiecie, na zasadzie:

Kochanie, sorry, ale ja chyba nie dam rady…

No ale czego matka nie zrobi dla swojego dziecka! Walka o pozostanie przy karmieniu piersią wciągnęła mnie bez reszty i nie zamierzałam się tak łatwo poddać. Tym bardziej, że nic tak nie buduje odporności niemowlaka jak mleko mamuńci, dlatego oczywiste dla mnie było, że zrobię wszystko, byle tylko utrzymać małą przy kp. No to zaczęłam kolejno je testować: przepisy na dania z podwórka wege, które czasami uwzględniały jaja przepiórki i ser owczy. Koziego niestety mój organizm nie toleruje, bo powoduje, że od razu mam ochotę rzucić się biegiem do toalety… co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Mimo wszystko okazało się, że mój zapał był uzasadniony, bo oto znalazłam przepis na sernik, który rozwalił mnie na łopatki, wrócił nadzieję i spowodował, że powoli zaczęłam przekonywać się do tego, że jedzenie wege dań wcale nie musi być jałowe, może smakować, a nawet (!) zaspokoić głód na słodkie nawet największego maniaka pączków na świecie. Przepis na pączki zresztą też wypróbuję tylko potrzebuję trochę czasu, żeby się do tego mentalnie przygotować.   

No to łapcie. Przepis na ten sernik wege z kaszy jaglanej na ok. 2 porcje:

Składniki na ser:

1 szkl. kaszy jaglanej

4/5 szkl. mleka kokosowego (jak nie macie to każde inne roślinne też się nada)

0,5 szkl. wiórków kokosowych

1 szkl. daktyli lub 0,5 szkl. cukru trzcinowego

ulubione owoce do przystroju

Składniki na spód:

zwyczajne ciasto na gofry. Zróbcie po prostu gofra.

1 szkl. mąki żytniej (jeśli jesteście glutenowymi alergikami)

0,5 szkl. mleka roślinnego

szczypta soli

2 łyżki stołowe oleju

 

Najpierw spód. Zróbcie gofra. Wymieszajcie wszystkie te składniki ze sobą i upieczcie gofra. Niech stygnie i czeka na swoją kolej. A jeśli dysponujecie w domu wyłącznie piekarnikiem to na papierze na blaszce wylejcie okrągły placek (jak naleśnik) i niech się piecze. Też siądzie. Wierzcie mi. Na pewno zastanawiacie się, dlaczego niedodałam proszku do pieczenia, ale odpowiedź brzmi jak wyżej: ze względu na Asię. Nie ma jednak zmartwienia, bo ciasto choć nie wyrosło smakowało równie dobrze. Dobra. No to wypełnienie, czyli to Reszta Mamy lubi najbardziej <3 Zaczynamy od kaszy. Jeśli macie kaszę w woreczku wyjmijcie ją z niego, przepłukajcie ze 2-3 razy, żeby pozbyć się goryczy i zanieczyszczeń, a potem zacznijcie gotować. Jak się lekko rozgotuje – no worries, no pain. To nawet lepiej. Kiedy przecedzicie kasze przez sitko, wysypcie ją do miski. Dodajcie mleko, wiórki kokosowe, cukier lub daktyle i zblendujcie całość na gładką masę. Przestygniętego gofra włóżcie do naczynia, w którym chcecie przygotować deser. Dopasujcie go do dna. Na wierzch wyłóżcie zblendowaną masę, posypcie całość wiórkami kokosowymi, dodajcie ulubione owoce i wstawcie na conajmniej 2-3 godziny do lodówki (a najlepiej na całą noc). Wtedy masa lepiej zgęstnieje. Gotowe 🙂 Tylko nie podjadać mi w nocy!

Jeśli spodobał wam się ten przepis to dajcie znać. Będę wam coś wrzucać z moich eksperymentów na bieżąco.

Smacznego!

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media