Grunt to bunt – bunt dwulatka

Nie to, żeby mi się ktoś słowem wcześniej zająknął, że bunt dwulatka to istna burza emocji, gromy niespodziewanych i nagłych zmian stanu skupienia. Jakbym siebie widziała z czasów gimnazjum. Płacz znikąd. Śmiech z rzeczy, które przecież nie są śmieszne, ale jednak są. Nie, nikt mi nie powiedział, że to taki tajfun gwałtownych skoków ciśnienia. A teraz sobie matko radź.

U was też ostatnio takie pioruny walą?! Nic tylko się wystrzelić w kosmos. A zaczęło się tak niepozornie. Od niechcianej łyżki owsianki. Od skarpetek, które nie pasowały. Lewa na prawą. Prawa na lewą. Od szklanki, której przecież nie może nosić, bo się potłucze i jeszcze krzywdę sobie zrobi... a potem był tylko wrzask.

dziecko się buntuje 2-latek

Protest, protest ewriłer! Jako matka na pewno wiesz, o czym mowa. Generalny sprzeciw bo tak. Bo nie. Bo pada. Bo świeci. Bo nie świeci. Bo nie ma. Bo jest. I tak w koło. Znasz to, co nie? Tak, moja droga, wiem, że nikt cię przed tym nie ostrzegł i teraz w głowie wybucha ci tylko jedno słowo: przetrwanie. Bo, wiesz, w sumie to nic nie trwa wiecznie. Ale żeby nie było tak smętnie i przytłaczająco niewygodnie, to opowiem ci kilka śmiesznych anegdotek, jak to się u nas rozkręca ten cały bunt dwulatka. Tfu! Niech go piekło pochłonie.
Kochanie, najpierw cię rozśmieszę. Wzięłaś co najmniej trzy tabliczki czekolady, zimną kawę z rana i otuliłaś się szczelnie kocykiem? Spoko, zaraz zrobi ci się znacznie cieplej od śmiechu…
Zacznijmy więc od tego, co pewnie sama znasz:

Jeść – nie, ale jednak tak. Mówiłam, że jestem głodna.

Nie, nie zjem tej zupy, którą zjadam zawsze. Już mi nie smakuje.

Bo tak.

Daj mi to. T E R A Z. I żebym nie musiała Ci powtarzać dwa razy.

Chciałam tamto. Ale to było 5 sekund temu. Teraz chcę to.

Nie. Nie kwestionuj mojego zdania. Sama przecież mogę już zdecydować, co na siebie włożyć.

Nic mnie nie obchodzi, że to twoje.

Co moje jest moje. Wyłącznie.  A co twoje jest nasze. To chyba zrozumiałe?

No i co z tego, że 3 minuty temu lało tak, że kałuże wielkie jak stawy? Tak, uważam, że krótkie spodenki i ulubiona wyjściowa sukienka jest idealna na tę okazję. W końcu muszę jakoś wyglądać w tej mokrej od deszczu piaskownicy.

W tej chwili wyjdź ze mną na dwór, albo postawię pół osiedla na nogi. Chcesz się przekonać, że potrafię?

Och, no już się tak zaraz nie przejmuj. Jak trochę ta jajecznica na podłodze poleży to jeszcze się przegryzie. Taka akurat na wieczór do zjedzenia. Dla taty, oczywista.

Dałabyś mi poczesać twoje włosy? No daj, daaaaaaaj, mamo, MAMAAAA! ODDAWAJ SZCZOTKĘ!

Mój palec wskazujący wystarczy za wszystkie słowa świata.

„Powiedz tata”
„Mama”
„No, powiedz tata”
„Mama”
„Ta-ta”
„MAAAAAMAAAAA!”

Nie mów mi jak mam żyć! Jak będę chciała, to wsiądę do tej huśtawki, którą narysowałaś!

Jak się przewrócę, to się za swoje przewrócę.

„To okulary taty. Zdejmij.”
„Nie.”
„Dlaczego?”
„Nie.”

Proponuj mi dalej śniadanie. W sumie sama nie wiem, czego chcę. Może w końcu się zdecydujesz i wybierzesz za mnie. ILE MAM CZEKAĆ?!

Jak to Monkey nie może się ze mną kąpać? OSZALAŁAŚ?! A kto mu umyje zęby? *ps. Monkey to jej miś*

reszta mamy zabawka zabawki monkey miś

Jak tata nie zje, to ja też nie zjem. *tata-bierze-łyżkę-i-zjada-kęs*. Nie liczy się. Jeszcze raz.

Będę mówić NIE dopóki nie wpadniesz na to, o co mi chodzi.

Przestań śpiewać. Nie podoba mi się twój głos. PRZESTAŃ! *przestaję* No, dalej, komu będę mówić nie, jak nie będziesz śpiewać? No ale nie obrażaj się, przecież całkiem dobrze ci idzie! Śpiewaj, na co czekasz?!

Samo się rozsypało. Samo się zepsuło. Samo spadło.

Samo się, generalnie.

Myślę, że ta szafa jest idealna na wspinaczkę.

Co nie „wyłączaj”? Co „zostaw”? Było układać ze mną klocki, a nie grać w te CS’y. *szyderczy śmiech, kiedy wyłącza Michałowi komputer*

No i co z tego, że już wiem. Będę dalej udawała, że nie rozumiem, co to znaczy „spadniesz”.

Zmywanie podłogi to najlepsza zabawa! Dlaczego mi wcześniej nie pokazałaś mopa z wodą?!

*pokazuje palcem, żebym wysypała klocki, bo che się bawić*; *10 minut później* Wysypałaś te klocki to je teraz poskładaj. Mnie do tego nie mieszaj.

Nie, nie podoba mi się ta nowa książka. Chcę tę, którą czytamy od dwóch miesięcy codziennie. Rytuał to rytuał.

Nie rusz i nie teraz.

Samolot leci! SAMOLOT LECI! *odpowiadam, że tak. Leci samolot* „Bardzo dobrze, mamo, siadaj, pięć.”

Mama jest moja. M O J A. Nie dotykaj.

Dobra, trochę wyolbrzymiam, bo nie jest ani tak śmiesznie ani tak źle, jak się jawi po tych przytoczonych przygodach. Asia ma fazę buntu to fakt, ale nie traktujemy jej jako tragiczny koniec świata. Absolutnie. Staramy się jak najwięcej tłumaczyć i angażować jej siłę w pomoc nam, robienie prostych rzeczy, które mogą ułatwić wiele codziennych zadań – na przykład sprzątanie po zabawie, poskładanie zabawek, wyciąganie naczyń ze zmywarki (to Asia) i odkładanie do szafek (to rodzice). Takie proste czynności, które pomagają jej poczuć, że też jest ważnym członkiem rodziny, bez którego pomocy byśmy się nie obyli, pokazanie jej, że jest po prostu kochana i potrzebna. To z kolei pomaga też nam zminimalizować te sytuacje kryzysowe jak też przeżywać je tłumacząc, że to jest okay, że jej negatywne emocje, też są normalne, ludzkie.  Wystarczy być ciut bardziej wyrozumiałym i jednocześnie ciut bardziej stanowczym, cierpliwym oraz konsekwentnym (z tym ostatnim mam cholernie duży problem, ale staram się).

A ty co byś tu do tego buntu dwulatka jeszcze dorzuciła? Dobra, wiem, z boku jest to całkiem śmieszne, ale kiedy masz tysiąc innych rzeczy do ogarnięcia na już, w międzyczasie próbujesz zaprowadzić jako taki ład i porządek w tej waszej jaskini, a tu ni stąd ni zowąd wyskakują ci kolejne buntownicze smaczki, to – nie oszukujmy się – masz ochotę na chwilę, chociażby godzinę, wakacji. Żeby odpocząć, naładować baterie i oderwać się od tego tsunami „NIE, „TERAZ!”, „ODEJDŹ”, „ZOSTAŃ”, „BO TAK”, BO NIE”. Chociaż przyznam się wam szczerze, że aż tak strasznie u nas to nie przebiega. Michał jest dość konsekwentny za nas oboje, więc Króla ma swój autorytet w chacie. Przynajmniej jeden! Tata jest constem, którego się nie da na szczęście przeforsować albo zmienić jego zdanie, kiedy już coś postanowił. Łatwiej jej idzie z mamą. Bywają dni, że czuję się jak plastelina – gotowa do ulepienia w dowolny kształt, bo zwyczajnie zabrakło mi powera. Ale wiem, że to minie. Pracuję nad tym każdego dnia, nie poddaję się, zakasuję rękawy i idę dalej. Wiecie, co pomaga? I to niestety wyłącznie? Mój przepis na bunt dwulatka jest jeden, zaczerpnięty od męża: opór. Opór i stanowczość. Konsekwencja. Nic tak nie wyczerpuje jej animuszu do sprzeciwu jak te trzy cechy, które wyrabiam. Z czasem wejdę na level master, ale to jeszcze długa droga.

małe stópki reszta mamy

Bo kiedy pod koniec dnia przypełźnie do mnie, naszpikowana wrażeniami i przeżyciami po całym dniu, to jedyne co się liczy to fakt, że jestem tu dla niej, że może wdrapać mi się na kolana, przytulić, poczuć bezpiecznie i wiedzieć na pewno, że pomimo tych wszystkich trudnych momentów nadal jest kochana. To żaden wstyd ani nic złego czuć złość, frustrację, rozczarowanie, irytację. To całkowicie ludzkie uczucia. Ważne, by pogodzić się z tym, że one dotykają nas wszystkich. Dorosłych, młodych, dzieci i takie maluchy, jak Asia. A ten cały bunt dwulatka – cóż, jeśli potraktujemy to jako kolejny etap rozwoju i przyjmiemy strategię, że przecież nic wiecznie nie trwa i wszystko się zmienia to, wydaje mi się, będziemy w stanie to przetrwać z podniesionym czołem. Poza tym kto wie, co się z tego wykluje, jeśli tylko pozwolimy przeżyć to dziecku w oparciu o nasze silne ramiona? Może pewność siebie? Może choć trochę rozwiniemy w tych małych smykach, które dopiero uczą się świata, życia w rodzinie i w społeczeństwie, parę gram inteligencji emocjonalnej? Tego sobie życzę. I Asi.

Powiem wam tyle, wiecie co na pewno nie działa? „Przestań”, „uspokój się”, „nie rób tak”, „to nie dla ciebie”, „zostaw”, „odejdź”. Za to pomaga tłumaczenie. Czasami jest trudniej. Czasami mam mięso na końcu języka. Czasami mam wrażenie, że zaraz poziom frustracji osiągnie maksimum i silnik wybuchnie. Ale ta ostateczna granica nigdy nie nadchodzi. Bo wiem po co to robię i wiem, że jest ktoś na tym świecie, kto obserwuje mnie bacznie wielkimi okrągłymi oczyma bystrymi jak Warta wiosną. Nie chciałabym, żeby powtarzała moje błędy, które często wynikają z bezsilności, ze zmęczenia. Chcę, żeby była silna. Pewna siebie. Żeby wiedziała też, że pokora jest potrzebna w drodze do sukcesu. Rzucanie mięsem jej w tym nie pomoże. Za to wiem, co umocni na pewno. Miłość. I cierpliwość, świadomość, że wszystkie te burze przetrwamy.

Bo pomimo twoich wad, mamo, i mimo tego, że nic nie rozumiesz, kiedy do ciebie mówię jasno i wyraźnie (czyli po swojemu), nadal cię kocham. Twoje ramiona to najlepsze łóżko do spania ever! Wiesz, że jesteś najlepsza, prawda? Wieeeesz. Daj buziaka!

Ps. A spróbuj mi się tylko wymknąć do taty…

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media