Drugie uodziny Asi. Jak świętowaliśmy i co sprezentowaliśmy naszej dwulatce?❤

Jeden z najważniejszych dni w roku za nami. Uwielbiam ten miesiąc. Choć obyło się bez sztucznych ogni to jednak świętowaliśmy urodziny Asi z fajerwerkami! Chcesz wiedzieć, co w tym dniu otrzymała nasza Króla od rodziców? Chodź ze mną! Zaraz powiem ci coś bardzo dla mnie ważnego!

To był dla nas ważny dzień. Naprawdę jeden z tych, które liczą się dla nas w całym kalendarzowym roku najmocniej. Lecz dlatego, że przypada na grudzień zadaliśmy sobie pytanie, co zorganizować, by nasza córka naprawdę poczuła wagę tego święta i, że dzień jej urodzin ma dla nas znaczenie. Tylko, do cholery, jak pokazać to wszystko dwulatkowi?!

urodziny dwulatki

Kiedy przyszło co do czego i musieliśmy się zdecydować na konkretny krok, wiedzieliśmy, że nie postawimy na pewno na podarunek wygrzebany gdzieś spomiędzy pierdyliarda cotosiów poustawianych na ciągnących się w nieskończoność regałach. To nie tak, że nie lubię kupowania prezentów. Skąd! Jeśli idzie o robienie komuś niespodzianek jestem pierwsza w kolejności i uwielbiam to całą sobą. Jednak jestem też głęboko przekonana, że w tych przypadkach szczególnie wrażliwych materialne podarunki bardzo tracą na swojej wartości. No bo zobacz, co z tego, że sprezentowalibyśmy Asi jakąś lalkę, kolejną paczkę klocków albo – nie wiem – super pluszowego misia, skoro to nadal byłaby jedna z pośród tego tysiąca zabawek, które już ma, i które za niecałe 3 tygodnie znowu ktoś jej podaruje? Prawda, że jest to troszkę bez sensu?

Dlatego zdecydowaliśmy całkiem świadomie, że to co podarujemy Asi nie będzie materialne. Będą to najlepsze wspomnienia jakie do tej pory miała! Stanęło więc na tym, by zrobić coś wspólnie i przeżyć jakieś doświadczenie, które – jak przypuszczaliśmy z dużym prawdopodobieństwem, – mogłoby się jej spodobać. W dodatku zależało nam, by ten dzień Asia świętowała w gronie osób, które kocha i przez które jest kochana. Z tych kilku ważnych osób w jej życiu przyjechała chrzestna mama❤ czyli najlepsza ciocia ever. Wiem dobrze, jakim skarbem jest matka chrzestna w życiu każdego dziecka, jak może inspirować, ile może nauczyć i jak może chronić od kłopotów… wierz mi, czasami bywa tak, że to pierwsza i bardzo skuteczna linia obrony przed wszystkimi kłopotami, w które – świadomie czy nie – wpadliśmy, i która wielokrotnie z tych kłopotów pewnie nas wyplącze (tak jak było w moim przypadku, bo ja mam najlepszą chrzestną mamusię w tej galaktyce).

Dlatego urodziny Asi świętowaliśmy w tym choć niewielkim to zacnym i wystarczającym gronie. Rano więc się zebraliśmy bez pośpiechu po wspólnym śniadaniu i ruszyliśmy po przygodę! Naszą niespodzianką dla małej, która miała upamiętnić ten dzień było… wspólne wyjście do papugarni. Pewnie jak każdy maluch Asia też jest zaabsorbowana zwierzakami, ale zoo o tej porze roku nie jest zbyt dobrym pomysłem ze względu na to, że wiele zwierząt zimuje, inne zostają przeniesione na swoje zamknięte zimowiska niedostępne nieraz dla turystów, gdzie niekiedy przesypiają również zimę, a poza tym często nie można przyglądać się im zwyczajom i uczyć się o ich życiu zbyt blisko. Dlatego stanęło na poznańskiej Papugarni Kakadu, gdzie ptaki latają w ogromnym pomieszczeniu i ochoczo przysiadają na ramionach, barkach, plecach, na aparacie i… gdzie się da, byle zdobyć trochę słonecznika 😉 frajda była nieziemska, tłumaczyliśmy też Asi, ze to zwierzątka i mają swoje własne przyzwyczajenia, może im się nie podobać nasza obecność i nie można ich głaskać, trzeba też koniecznie zadbać dodatkowo o higienę rąk, by je odwiedzić i ich niczym nie zarazić, ale też zadbać o siebie – po wyjściu.

resztamamy papugarnia kakadu resztamamy papugarnia kakadu

wspólny czas wspomnienia

Wszyscy czworo zaczęliśmy więc niespodzianką, która zdecydowanie upamiętniła to święto, a przy tym spełniliśmy jedno małe marzenie, by znaleźć się w otoczeniu zwierzaków skorych do towarzyskich pogaduszek. Tych ostatnich po jakimś czasie zrobiło się zbyt wiele, bo białe kakadu zaczęły głośno dopominać się o swoje, ale z racji swojej uporczywości i gabarytów odstraszały od siebie zarówno dzieciaki jak i dorosłych, więc klienci o tej porze, gdy my tam byliśmy starali się do nich nie zbliżać, co oczywiście wywołało niemałe zamieszanie i głośny, wzniosły bunt! Pod wpływem ptasiego krzyku Asia tak się nagle przestraszyła, że chciała wyjść, więc zakończyliśmy wizytę w papugarni po parunastu minutach. Mimo to kiedy później pytałam ją, czy podobało jej się u ptaszków, bez łez i strachu odpowiadała, że tak i że chciałaby wrócić, by je pokarmić, tak więc niespodzianka ostatecznie totalnie się udała i na pewno powtórzylibyśmy ją.

O czym jednak warto pamiętać przy okazji wizyty w papugarni:

  1. Jeśli boisz się ptaków, zastanów się, czy wytrzymasz nagły nalot na twoje ciało i przysiadywanie na tobie małych pazurków, które potrafią drapać.
  2. Pamiętaj, by mieć spięte włosy jeśli są długie – ptaki chętnie siadają na ramionach, plecach i rękach, więc łatwo mogą wplątać się we włosy.
  3. Karm wyłącznie karmą zakupioną w papugarni – nigdy nie wiesz, czy słonecznik, który przyniosłabyś ze sobą jest na pewno odpowiednio czysty, nie ma pasożytów itp.
  4. Ściągnij wszelkie błyskotki – papugi to siostry srok! Zdarzyło się kilku delikwentów, które przyleciały nawet po aparat i próbowały go ściągnąć!
  5. Nie głaszcz – nie wszystkie zwierzęta to lubią i większość nie zaufa ci tylko dlatego, że tam przyszłaś. Możesz zarobić niepotrzebne dziobnięcie.
  6. Zdezynfekuj dłonie przed wejściem – nie wiesz jakie antygeny przyniosłaś ze sobą z dworu. Nie narażamy innych (nawet mniejszych braci) bez potrzeby.
  7. Wydaj te parę złotych dodatkowo na karmę – te łakomczuchy ci nie odpuszczą, bo dobrze wiedzą, że przecież przyszłaś tam właśnie po to, by sprawić im przyjemność 🙂 Serio, przez cały pobyt miałam wrażenie, że one dobrze wiedziały od wejścia, że ja tę karmę na pewno będę miała.
  8. Pamiętaj, by zabrać ze sobą dobre nastawienie – to połowa sukcesu.
  9. Jeśli idziesz z dzieckiem uprzedź je o tym, że ptaki będą być może próbowały przysiąść na jego rękach lub ramionach. Nie wiedząc, co je czeka, może się niepotrzebnie wystraszyć i zrazić. A przecież nie o to chodzi.

My wzięliśmy całkowicie na siebie funkcję fotelową, co Asia przyjęła i tak radośnie, bo papugi siedziały przy niej na wyciągnięcie ręki. To był hit! I polecam taką niespodziankę każdemu. Po pierwsze przestrzeń w twoim kwadracie nie pomniejszy się o następny „drobiazg”, a przy tym spędzicie miło i wspólnie czas i zdobędziecie nowe wspaniałe doświadczenie. Rozważ taką opcję przy następnej okazji, bo być może wspólny wyjątkowo spędzony czas, który podarujesz swojemu maluchowi okaże się znacznie piękniejszym i bardziej wartościowym prezentem niż nawet najdroższa lalka na świecie? To nie musi być papugarnia! Może być wyjście na kręgle, termy, basen, lodowisko, skatepark, warsztaty kulinarne, chomiczarnia, gokarty (dla starszych), jump arena, park rozrywki – co ci tylko przyjdzie do głowy! U nas zdecydowanie ten scenariusz się sprawdził i będziemy starali się go powtórzyć co roku, wybierając coraz to inne doświadczenia choć trochę bliskie naszej króli, które mogłyby sprawić jej przyjemność, a nawet ją zachwycić. Wszystko przed nami.

asi urodziny w poznaniu

 

reszta mamy sushi

Kiedy wróciliśmy z papugarni z ulubionymi pierogami Asi na wynos pod pachą, ja się zabrałam do organizacji tortu razem z ciocią, a tata przygotowywał sushi. Zjedliśmy wspólny obiad i… zapaliliśmy świeczki na domowym jabłeczniku z kruszonką (lżejszą formą tortu z jak najmniejszą ilością masła jak się dało, bo powoli wychodzimy z uczulenia). W międzyczasie kiedy wyszłam po świeczki do kuchni Asia zwinęła z ciasta napis happy birthday, za którym zleciałam pół miasta i ukryła go tam, gdzie nikomu z nas nie przyszło do głowy szukać – czyli pod obrusem – a Asia pytana o to, gdzie stroik zniknął oczywiście udawała, że nie ma pojęcia. Świeczki zapłonęły więc bez napisu, ale dmuchanie ich wystarczyło za całą atrakcję na torcie. Wystarczyło, by zobaczyć nieskończone szczęście w oczach i w szczerzącym zęby uśmiechu. Stroik znalazł się następnego dnia.

Potem działo się już szybko. Wspólna zabawa, bańki mydlane, kąpiel, kolacja, ale jednak bez sushi, bo Asia w podziękowaniu za prezent zrobiła niespodziankę nam i całe sushi zostawiła dla naszej trójki! Byliśmy we troje wniebowzięci❤. Ta to dopiero umie robić niespodzianki. Sushi w wersji dla dziecka oczywiście nie zawierało surowej ryby, ale ryż, mango, ogórka i pora mimo to Asia jednak się nie skusiła. Wolała swoją urodzinową szarlotkę i płatki jaglane z gruszką i jabłkiem. Uszanowaliśmy wybór.

2latek dmucha świeczki

Zasypiała z błogim uśmiechem choć jeszcze długo pękała od emocji. To był mega fajny dzień. Tak więc urodziny Asi świętowaliśmy może i bez prezentów, które można śmiało dołączyć do ulubionej kolekcji zabawek, ale zebraliśmy piękne wspomnienia, które zostaną z nami na długo. Dla mnie idealnie, choć pewnie mało współcześnie, bo zabrakło u nas pastelowych balonowych kurtyn, wykwintnych babeczek i czapek w stożki. Nam wystarczyła choinka, świąteczne hity i dużo pozytywnej energii 🙂 mimo to ten dzień był dla nas totalnie wyjątkowy. Własnie taki jak miał być. A jaki jest twój przepis na urodzinowy dzień? Stroisz dom od góry do dołu, trzy dni pieczesz tort i już pół roku wcześniej zamawiasz stroje oraz informujesz gości, czy jesteś raczej moim typem i stawiasz na wspólny czas i wyjątkowe wspomnienia bez współczesnych i tak modnych dodatków?

A tu macie stronę papugarni, jeśli chcielibyście odwiedzić to miejsce, w którym i my byliśmy. Nie martwcie się, jeśli boicie się, że nie będziecie wiedzieli jak sobie poradzić. Przed wejściem jedna z Pań zrobi wam szkolenie. Świetna załoga, która zna się na swojej pracy 🙂 polecamy!

Zdjęcia wykonała oczywiście matka chrzestna❤ dzięki, że byłaś, kochana!

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media