Dziecko czuje wszystkie twoje emocje

Choćbyś nie wiem, jak się starała. Choćbyś nie wiem, jak próbowała je maskować. Nie uda ci się. Nie ukryjesz przed dzieckiem swoich emocji. Ono będzie je czuło. Lepiej już teraz się nad tym zastanów.

Ostatnio nadciągnęły nad nasze 50m2 jakieś ponure ciemne chmury. Obydwoje jesteśmy zmęczeni kolejną nieprzespaną nocą, krzykiem z powodu codziennych kolek, denerwujemy się pierdołami, które nie są istotne, bo brakuje nam mocy, żeby stać na nogach. Ale, wiecie co, widzę, że ona to wszystko odczuwa. Jest niespokojna, kiedy się wkurzam, nie może zasnąć, kiedy czuje, że ja też w tym momencie nie mogłabym pójść spać, gdy nie mam głowy wolnej od myśli, to płacze, bo coś nie pozwala jej spokojnie spędzać dnia. I to jest trudne.

Bo ja się staram, wiecie, nie wkurzać, nie złościć. Ale no nie da się! Przychodzi moment, że puszczają ci nerwy i po prostu ponosi cię gniew, którego naprawdę nie chcesz w sobie mieć. I jeszcze bardziej frustruje cię fakt, że całą tą swoją wściekłość przeniesiesz na to maleństwo, które nie obroni się przed aurą nagromadzonych w tobie uczuć. Ono przyjmie je wszystkie. I wszystkie je też musi przetrawić. I to trawienie objawia się w zależności od twoich emocji: śmiechem, płaczem, smutkiem, wesołością, znudzeniem, roztkliwieniem. A niby niemowlęta są niepojętne…

Sama przez tyle czasu uważałam niemowlaki za jedząco-płacząco-kupkające małe, urocze stworzenia. Nie brałam kompletnie pod uwagę, że to istoty również myślące. Spragnione poznawania świata. Sięgania coraz dalej. Uczące się każdego dnia czegoś nowego. Teraz już to widzę. Wyczują smrodek każdej radości, złości, smutku, rozdrażnienia, szczęścia na odległość. Uwaga! Jeśli masz w domu dziecko, bądź pewna, że ono rezonuje ze wszystkimi emocjami, którymi ty promieniujesz. Mamusiu, mam dla ciebie bardzo istotną choć trudną do zrozumienia wieść, o której słuszności jestem przekonana:

Matkę i jej dziecko łączy więź intuicyjna, instynktowna, niemal telepatyczna.

Nie mam na to żadnych badań. No chyba, że definiując badanie ma się na myśli własne życiowe doświadczenia – wtedy tak. Mogę śmiało powiedzieć, że mam naukowe dowody, które potwierdzą tę tezę. Nie umiem tego racjonalnie wyjaśnić, ale cóż, tak po prostu jest, że matka i dziecko potrafią się rozumieć w ten niezrozumiały dla pozostałych sposób. Każda matka zna najlepiej swoje dziecko w tym pierwszym okresie jego życia właśnie przez tę więź. Biorąc mój przykład pod lupę doskonale rozróżniam jej wszystkie łaaaa, łeee, erhuuu, agu, uuuuu, ooooaa i tak dalej. I nie jestem wyjątkiem! Zapoznane mamusie też mają podobne zdanie.

Nie mówię, oczywiście, że masz się nie denerwować. Nie jesteś maszyną! A więc nie krępuj się – rzuć mięsem! W końcu kto matce zabroni! Masz prawo się wkurzać, złościć, płakać, przeżywać, ale też skakać ze szczęścia, nurkować w euforii, pławić się w radości. A to małe skupisko twojej miłości odczuje wszystko. Dlatego znajdź sposób, żeby się wyciszyć. Pisałam o moich topowych pomysłach na odszukanie balansu TUTAJ. Możesz je sama sprawdzić, może znajdziesz w nich inspiracje dla samej siebie. Bo ja wiem, że ci zależy. Jesteś mamą i jesteś tutaj, więc pewnie robisz wszystko. Dla niej. Dla niego. Ja już znalazłam swoje sposoby na wyciszanie, chociaż nadal zdarza mi się rozpętać trzecią wojnę światową o nic. Na szczęście dość w porę przychodzi refleksja, że przecież przez te pierdoły (w stylu: dlaczego w tym domu nie ma owsianki?!) szkodzę tylko jej! Bo mi przejdzie. Za 5, 10, 15 minut. I mi ta owsianka dziury w brzuchu wiercić nie będzie przez całą noc. A jej tak. Ona odczuje każdą strawioną emocję: dobrą, czy złą. I nie łudź się, że dzieci nie rozumieją. A nawet nie tyle nie rozumieją co nie czują. One czują dosłownie wszystko. I tylko od ciebie zależy, co będą czuły.

Przyznaję się od razu, że nie zawsze to opamiętanie mnie olśni w sam raz. Nie zawsze. Tylko, że potem odczuwam braki tego opamiętania i biję się w pierś z żalu, że byłam tak głupia. No więc staram się. Każdego dnia staram się znaleźć 5 minut tylko dla siebie. I w ciągu tych 5 minut siadam na karimacie, odpalam jakąś jogę na Youtube i zamykam oczy. Działa. Pomaga. Pozwala zachować dystans. Bo widzisz, zrozumiałam coś jeszcze. Mama, która zostaje w domu z dzieckiem nie ma czasu na długie łapanie balansu, szukanie równowagi. Mama, która zostaje z dzieckiem w domu jest z nim prawie 24h na dobę, czyli tylko ma tyle samotności, co wybierze się na spacer do toalety… I niestety nawet w naszym bogatym pięknym języku nie istnieje określenie czasu na chwilę, kiedy matka znajduje dla siebie w końcu te upragnione i wyszarpnięte z pomiędzy zmieniania pampersa a wstawiania prania kilka minut świętego spokoju. Nie jest to ani czas przeszły, ani przyszły, ani teraźniejszy prosty. Ale ja już znalazłam dla niego nazwę. Co powiecie na: nagły krótki? Bo nie oszukuję się: nie ma co liczyć na godzinę, dwie, trzy z dala od codziennego breakdance. I to też trzeba zaakceptować. Tylko wtedy jestem w stanie znaleźć środek, moje yin yang. I tylko wtedy jestem w stanie funkcjonować dalej. Czyli najprościej mówiąc, tylko to trzyma mnie jeszcze w ryzach przed zwariowaniem. Bo choć kocham ją tak bardzo, że nie można sobie tego wyobrazić – to trzeba poczuć, to chciałabym znaleźć te 5-10 minut ciszy. Móc się wyłączyć na kwadrans, żeby naładować baterie. Bo nie ma co kryć. Bywają momenty, że od kompletnego szaleństwa dzieli mnie tylko kolejnych kilka sekund jej płaczu… ale w końcu udaje się.

No udaje się. Kiedy Michał wraca z pracy łapczywie chwytam się tego czasu. Zachłannie delektuję się każdą sekundą. I wtedy – tylko wtedy – kiedy dopada mnie ta złość, wściekłość, frustracja z byle powodu biorę głęboki oddech i mówię sobie: stój, jesteś silna, dasz radę. To przecież nic, o którym jutro rano nawet nie będziesz pamiętać. Aha, i jeszcze jedno, kochana. Jest ktoś kto cię kocha i poczuje to, co ty czujesz. Dla niej, dla niego, ważne, żebyś była szczęśliwa. Pokochaj siebie. Jesteś najlepszą mamą na świecie. Tylko wtedy ten mały kurczak, który tak strasznie cię potrzebuje też poczuje się szczęśliwy. Dlatego szukajcie aż znajdziecie ten swój osobisty sposób na odnalezienie równowagi. A jeśli wkurzył cię kurier ze spóźnioną paczką, a jakiś baran mało nie rozjechał cię na pasach, ulżyj sobie – rzuć mięsem! A potem zapomnij. Bo teraz, wiesz, mamo… choć się rozpakowałaś, to nadal jest was dwoje <3 i właśnie to jest najważniejszy powód, by dać samej sobie szansę. By siebie pokochać. Spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: kocham cię, jesteś niesamowita, a to był jeden z najlepszych dni twojego życia. Oby tak dalej!

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media