Idźcie na kurs pierwszej pomocy! Ja mogłam stracić dziecko, bo…

To nie będzie zabawna historia. To wiadomość dla każdego przyszłego rodzica noworodka: idźcie na kurs pierwszej pomocy, bo możecie stracić wasze dziecko...

Pierwsze dni po porodzie to był dramat! Szwy ciągnęły niemiłosiernie, bolała obkurczająca się macica, kręgosłup, nogi i brzuch. A do tego wszystkiego nie miałam bladego pojęcia o tym, jak zajmować się tymi moimi 3150 g i 52 cm szczęścia. W dodatku byłam dość osłabiona po porodzie, podczas którego straciłam tak dużo krwi, że nie byłam w stanie samodzielnie wstać z łóżka i dojść do łazienki… słowem kurde masakra. Na szczęście następnego dnia przetoczono mi trochę pałera i odzyskałam część mojej mocy. Niemal przywdziałam pelerynę Supermena i zaczęłam latać po oddziale ratując noworodki od pierwszego głodowania, bo produkcję mleka zaczęłam w zasadzie od razu.

Info z pierwszej ręki: noworodki w pierwszej dobie życia nie potrzebują pokarmu, bo mają jeszcze zasoby z łożyska mamy

Było super! Malutka w zasadzie jadła, spała i wymagała zmiany pampersa. Jak zasłużyłam, to umyślnie czy nie sprzedawała mi ten swój zabójczy uśmiech, który za każdym razem rozkłada mnie na części pierwsze – idealny czas dla wykończonej młodej mamy, która dopiero zaczyna pełzać, nie mówiąc o raczkowaniu… ta mama oczywiście. No więc ta sielanka sobie trwała i trwała aż do drugiej nocy, którą spędziłam z malutką już na położniczym z trójką innych mam i ich maluchów. I wiecie, co się wtedy stało i o czym nie wiedziałam wcześniej, a o czym powinnam wiedzieć? Mała zaczęła mi się nagle krztusić płynem owodniowym, który jeszcze sobie gdzieś tam zalegał. Nie należę do osób, które chłodno przyjmują takie zdarzenia, ale uwierzcie mi, naprawdę starałam się zachować zimną krew. Przynajmniej na początku. Od razu wzięłam malutką na ręce i obróciłam na brzuszek. A ta mi się zaczyna lać przez ręce i sinieć! Kiedy zobaczyłam jak jej usta zaczynają zmieniać kolor na fioletowy cała moja odwaga i chłodny rozum poszły precz! Myślałam, że oszaleję! Krzyknęłam, ale już nie pamiętam co i rzuciłam się w stronę pilota, żeby wezwać położną na dyżurze. Te sekundy, kiedy czekałam na pomoc dłużyły mi się i miałam to okropne wrażenie, że czas wrednie przyspiesza, a cała akcja ciągnie się w nieskończoność – znacie to uczucie?

Wszystko trwało nie więcej niż pół minuty, ale dla mnie to były dziesiątki upartych minut, których bałam się, że zabraknie z każdą następną chwilą. Kiedy położna wpadła na salę ja już niemal zeszłam na zawał, miałam trzy napady szału, nieposkromiony atak paniki i dostałam jasnej cholery. A wiecie, co zrobiła pani w białym kitlu? Przekręciła małą z brzuszka na bok. Pozycja boczna ustalona… coś świta? Tak, w końcu zaczęło. Ostatnio taki kurs przechodziłam w liceum. O noworodkach wiedziałam w zasadzie tylko, że jedzą, śpią i robią kupę. I tyle. Fakt, pokazywali nam jak radzić sobie z takim maleństwem, ale wtedy do głowy by mi nie przyszło, że ta wiedza przyda mi się w sytuacji, kiedy mój maluch pojawi się na świecie… i szczerze mówiąc, kiedy przyszło co do czego to miałam wrażenie, że te moje strzępki wiedzy, które gdzieś tam kołatały pod czaszką nie są wystarczające, żeby jej pomóc, mojej córce. Na szczęście byłyśmy jeszcze wtedy w szpitalu. Położna uratowała życie mojego dziecka. A tylko odwróciła ją na boczek i trzymała na przedramieniu. Wystarczyło, żeby młoda odkrztusiła wszystko, co jej zalegało. Poklepanie jej pod pleckami, kiedy leżała na boku w ramionach położnej dodatkowo pomogło jej odkrztusić cały płyn. Poczułam się najgorzej na świecie i jednocześnie byłam przeszczęśliwa, że już jest po wszystkich. Czułam się fatalnie (jak bym miała tatuaż na czole najgorsza matka na świecie) dlatego, że nie wiedziałam, jak pomóc mojej córce i nie byłam w stanie zrobić nic, co przywróciło by jej normalny oddech. Co by sprawiło, że znowu byłaby bezpieczna. Bezradność to najgorsze uczucie na świecie! Zwłaszcza kiedy twoje dziecko właśnie leje ci się przez ręce, a na buzi widzisz fioletowy kolor… nie ma chyba gorszego doświadczenia dla mamy w pierwszych dniach życia noworodka. Ale niemal płakałam ze szczęścia, kiedy już jej przeszło i tuliłam ją do snu. W końcu bezpieczną.

Uspokój się. Na boku. Trzymaj ją na boku, nic jej nie będzie.

Tyle usłyszałam i zostałam znowu z moją malutką sama. Nie było mowy, żeby spała w tym strasznym plastykowym inkubatorze, o nie. I nie było mowy, żebym ja tej nocy spała w ogóle. Do póki nie zaczęło świtać nie zmrużyłam oka, obserwując każdy jej ruch, unoszenie się klatki, boku, rączek, ruchy tych maleńkich gałek pod powiekami. To była najdłuższa noc mojego życia. Jakoś tak nie wiem w sumie dlaczego, ale ustaliłam, że jak przyjdzie dzień to już nic jej nie będzie grozić… guzik prawda! Pamiętajcie: dzieci mogą odkrztuszać płyn owodniowy nawet przez dwa-trzy następne dni. To jest podobno normalne i trzeba umieć temu maluchowi pomóc. Uwierzcie mi pierwsza pomoc jest bardzo ważna. Uczcie się jej. Poza tym pierwsza pomoc nie przyda wam się tylko w tych pierwszych dniach po narodzinach dziecka. Okaże się niezbędna też w domu – kiedy dziecko wam się uleje, zakrztusi, nałyka się powietrza podczas nieustającego płaczu i kolek… takich przykładów jest wiele. Pewnie jako rodzice albo przyszli rodzice sami moglibyście wymienić co najmniej kilkanaście.

Dlatego drodzy rodzice idźcie na kurs pierwszej pomocy i nie traćcie waszej mocy. Nie odkładajcie tego na później, bo może wam tego czasu w końcu zabraknąć – wybaczcie tą dobitność. Nie powiem wam: zachowajcie zdrowy rozsądek. Sama tego nie potrafię, ale łatwiej mi, kiedy już wiem, jak mogę jej pomóc, gdy wymaga tego sytuacja. I szczerze wam radzę nie traćcie czasu. Jeśli jesteście coraz bliżej narodzin, albo nawet jeśli one jeszcze daleko przed wami idźcie na ten kurs. Dla bezpieczeństwa waszego maleństwa. Takie sytuacje jak ta, która przytrafiła się mi, wcale nie muszą być groźne dla noworodka, ale mogą też zagrozić jego życiu. Nie pozwólcie na to. To wy jesteście jego opiekunami i to na was spoczywa odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo. Ja już żałuję, że o kursie pomyślałam tak późno. Boję się myśleć, co by się stało gdybym wyszła wcześniej z tego szpitala i gdyby nie było przy mnie położnej… To jest taki strach, którego nie doświadczycie w żadnej innej sytuacji. A więc zróbcie wszystko, żebyście dzielnie mogli stawić mu czoła bez najmniejszych oporów udzielając pomocy waszemu dziecku. Chyba nie ma nic gorszego dla rodzica niż bezradność wobec dziecka potrzebującego pomocy… Ja już się nauczyłam. A ty?

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media