Nie bądź męczennicą. Bądź mamą.

On nie pomaga. On zostawią ją samą. No nie tak całkiem samą. Z dzieckiem. Ale zostawia. Bo on - uparty mąż niedobry - nie wspiera jej wcale. A ona... ona właśnie została męczennicą.

On. Chodzi do pracy. Utrzymuje rodzinę. Zarabia. Dba o o swoją kondycję. Trzy razy w tygodniu odwiedza siłownię. W końcu sport to zdrowie. A więc i relaks mu się należy. Tych parę godzin wyłącznie dla niego z wykluczeniem wszelkiej ingerencji w domowe obowiązki, więc nie robi. Nie robi obiadów. Nie sprząta. Nawet raz nie wstawi prania. Nie pomaga. I nie zajmuje się dzieckiem. I ona jest z tym wszystkim sama. Ona sprząta. Ona robi obiady, śniadania, kolacje, odpowiada za domowe menu. Dba o czystość. Prasuje, pielęgnuje, dogląda. Wszystkiego i wszystkich. No ale zaraz, zaraz… przecież na tym chyba właśnie ma polegać ten cały urlop macierzyński, co nie? Matka musi zajmować się dzieckiem 24/7 i basta!
Jeśli możesz się pod tymi słowami podpisać to gratuluję – właśnie uczyniłeś z matki swojego dziecka męczennicę roku.

Ten wpis nie jest o mnie. Napisałam go, bo usłyszałam od znajomej, że jej bliska znajoma „nic tylko w kółko z tym dzieckiem!”. A on… on ma dużo pracy. Wraca zmęczony, więc – do cholery! – należy mu się wolny wieczór. I piwo do meczu. No bo jak to tak… relaksik musi być. W tym wszystkim obydwoje zapomnieli tylko o tym, że rodzicem jest tak samo mama jak tata. I to, że ona ma ten cały urlop macierzyński – cudowne rozwiązanie wszystkich ojcowskich problemów (przynajmniej tak niektórzy sądzą) – to nie znaczy, że ma prawo do wolnego wieczoru, ba! Wolnej godziny. Takiej wiecie, tylko dla siebie. Przecież to na nią – strażniczkę ogniska domowego, spadł ten „przykry” obowiązek zajmowania się dzieckiem bez przerwy, bez chwili na złapanie oddechu. Po to ma ten urlop, się rozumie. Bo on przecież urabia się po łokcie! Nie może jeszcze dodatkowo po całym dniu w swojej korpozagrodzie wrócić do domu i „charować” dalej. To przecież całkiem nieludzkie i nielogiczne. Przecież ma prawo odpocząć! Ona przecież nie musi tłumaczyć się przed szefem, wykonywać zleconych obowiązków, dotrzymywać terminów, przejmować się specyfiką branży, wciąż osiągać coraz lepsze wyniki, bo mogą zwolnić choćby jutro. Niech nie marudzi. Bo ma przecież łatwiej… On też by tak chciał. Siedzieć cały dzień w domu z dzieckiem, od czasu do czasu przewinąć, bawić się z tym rozkosznym maluchem, które nic tylko przez cały dzień się śmieje do rozpuku, nie marudzi, nic go nie boli, nie płacze, nie prosi, nie potrzebuje. W dodatku chałupa sama się sprząta. Obiad też się sam gotuje. Co to za filozofia obrać warzywa, nastawić zupę, w międzyczasie poodkurzać. A ona jeszcze bezczelnie śmie narzekać! No wyrodna żona jedna, no… On to dopiero ma trudno w życiu.

To nie tak, że nie doceniam jego pracy i wysiłku. To normalne, że jest po tych 8 godzinach zmęczony. Ale, wiecie, tak sobie myślę, że to musi być straszne. Żyć w przekonaniu, że nie ma się oparcia w żonie, która tylko narzeka, że nie wyspana, bo w nocy to maleństwo nie zmrużyło oka przez ząbkowanie, bolący brzuszek, zatkany nosek, etc. Że oczy podkrążone, że zmęczona, że nic tylko znowu ten cholerny obiad, pranie, sprzątanie, gotowanie i tak wkoło Macieju. Że znowu trzeba nosić pomimo kręgosłupa, bujać, kochać, przytulać, martwić się i nawet na chwilę nie opadać z sił. Przecież po takim całodziennym relaksie z dzieckiem jest na maksa wypoczęta i nie potrzebuje mieć spokoju nawet pod prysznicem. I nie przyjdzie jej do głowy, żeby się nad nim zlitować, mężem – męczennikiem, który po całym dniu pracy ledwo stoi na nogach. Jak śmie w ogóle wymagać od niego, żeby przez 5 minut zajął się jeszcze dzieckiem?! No jak? Niech się zajmuje. Chciała to przecież ma.

Bo w końcu to wszystko na nic. Wcześniejsze ustalenia, rozmowy, że przecież to ich wspólne dziecko, że razem je wychowają, że wspólnie będą uczyli je życia. Bo rzeczywistość szybko zweryfikowała snute plany. Dlatego to ona musi zająć się domem i dzieckiem, które ma na imię Przykry Obowiązek, a on będzie zarabiał na tę rodzinę. Ktoś przecież musi pracować!
Tylko, że w całym tym zabieganiu, ucieka mu jedna strasznie ważna rzecz. Dziecko. Dziecko, które kocha, potrzebuje miłości obojga. Że tata, tak samo jak mama, jest rodzicem i jest ważny w życiu tego maleństwa. Bo kto mu opowie o tym, jak w żarówce płynie prąd jeśli nie tatuś? Nawet jeśli będzie zapracowany, nogi będą się słaniać już w przedpokoju, kiedy tylko przekroczy próg domu, a powieki podtrzymywał będzie na przezroczystej taśmie klejącej. Nawet wtedy nadal jest tym wyczekiwanym tatą, którego dziecko potrzebuje w swoim życiu. Tata to silne, bezpieczne ramiona, śmiech, zabawa, wspólne zasypianie, nucenie piosenek z lat 80′ i duuuużo, dużo miłości. Nie jest do zastąpienia. A więc jeśli myślisz tato, że ten cały obowiązek to tylko robota mamy, to zastanów się jeszcze raz. Bo kiedy patrzę na Michała, jak poświęca jej całą swoją uwagę, gdy wróci z pracy zmęczony jak dzik po nocnym żerowaniu, widzę, że całe to zmęczenie, cały trud dnia, tymczasowy brak motywacji do działania i mocy, schodzi na dalszy plan. I znowu może góry przenosić. Dla niej.

Dlatego chyba nigdy nie zrozumiem tłumaczenia, że to matka jest odpowiedzialna za wychowanie dziecka. Na obydwojgu rodziców spoczywa ta sama odpowiedzialność. I jeszcze jedna mega ważna kwestia – moim zdaniem sedno całego tego zrzędzenia na utrapienie losu, – dziecko to nie jest obowiązek. Oczywiście, posiadanie i wychowywanie dziecka to gigantyczna odpowiedzialność, ale nie obowiązek. Obowiązek to buty wyczyścić przed wyjściem do pracy, ale nie spędzanie czasu z własną córką, własnym synem. I nawet jeśli jesteś zmęczony po tych służbowych 8 godzinach i jeśli nadal sądzisz, że coś musisz z tą latoroślą robić, to zastanów się ile jest w tobie ojca, a ile taty – bo to dwie różne osoby są. I choćbyś nie wiem jak był utwierdzony w przekonaniu, że matka twojego dziecka nic tylko muchy cały dzień łapie, to zostań z nią przez jeden dzień w domu. Nic nie rób. Po prostu zostań i patrz. Wtedy dopiero zobaczysz, ile to nic-nie-robienie pochłania jej energii, sił, jak doprowadza ją na skraj wytrzymałości, jak dręczy chroniczne zmęczenie. Ale ma. Ma jeszcze trochę zapasu ekstra mocy, żeby dać ci ten swój szczery uśmiech, kiedy wracasz do domu. Bo cię kocha. I też chce, żebyś odpoczął, bo dobrze wie, że miałeś dziś dużo na głowie, że jesteś okropnie zmęczony. Tak bardzo zmęczony, że najchętniej rzuciłbyś wszystko w przedpokoju i w butach padł na nierozścielone nawet łóżko. To normalne. Tylko wiesz… ona też tak ma. Bo dzisiaj zrobiła wszystko, żeby było czysto i żebyś miał coś ciepłego do zjedzenia, kiedy wrócisz z pracy, żeby ten dzień był po raz kolejny szczęśliwy dla waszego dziecka. Żebyś ty mógł tylko korzystać ze wspólnej zabawy i wspólnej radości.

Dlatego pomóż jej. Nie rób z niej męczennicy. Zasłużyła tak samo jak ty na chwilę odpoczynku mimo, że dziecko to najtrudniejszy zawód świata i praca – jeśli można tak powiedzieć, – 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Ona was kocha. Obydwoje. Jesteście dla niej najważniejsi na świecie. Nie da wam zrobić krzywdy. I ty też jej nie daj. W końcu oprócz bycia tatą, jesteś też jej największym wsparciem i tylko na tobie może polegać całkowicie. Usiądźcie i porozmawiajcie. Kochacie się przecież, możecie wszystko. Pomóżcie więc sobie nawzajem i gwarantuję ci, że wtedy to zmęczenie nie będzie tak dotkliwe. Chyba jakoś tak łatwiej znosi się je wspólnie.

A jeśli to ty, mamo, dzisiaj mnie czytasz to i dla ciebie mam parę słów: nie bądź męczennicą. Bądź mamą. Mamą, która może będzie nadal niewyspana, ale znajdzie oparcie w mężu. Macierzyństwo to nie jest samodzielne wychowywanie dziecka. To czas dla was. Korzystaj więc z niego i nie daj się zwariować. A kiedy najdzie cię ochota, by – tak po prostu – położyć się na kanapie, odpalić ulubiony kanał i serial, i na chwilę zapomnieć o bożym świecie – zrób to. Nie jesteś maszyną. Jesteś człowiekiem, który też potrzebuje czasami się zregenerować i pobyć sam ze sobą. To ludzkie.

I nie zapominaj: bycie mamą szczęśliwą i pełną super mocy oznacza, że warto nieraz poprosić o pomoc.

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media