Odstawienie od piersi – co dalej z tą bliskością?

Minęły 3 miesiące odkąd przestałam być mamą wciąż noszącą odpinany stanik. 3 miesiące odkąd pobudek w nocy jest tylko dwie na jedzenie - gorzej nad ranem. I trzy miesiące odkąd nie karmię piersią. Odstawienie to trudny czas. Jak odwyk od czekolady. Boże, jak ja przetrwam resztę życia...

Przepłakała parę nocy. Była smutna i rozżalona, że to już koniec mlecznej drogi. Koniec bliskości. Czuła rozgoryczenie na myśl o tych wszystkich dobrych radach, że przecież już  to, co najlepsze dostała. Że czas już przestać - tak, tak się właśnie czuła mamusia przy odstawianiu. I nawet mi nie mów, że myślałaś, iż pisałam ten cały akapit o Asi.

odstawienie od piersi

Wiecie, łatwo było zakochać się w tych fantazjach o niesamowitej bliskości, które wkrótce po tym jak ten mały ssak się pojawił i przystawił do piersi stały się rzeczywistością. Jakie to były niepowtarzalne chwile, pełne miłości, czułości, poczucia bezpieczeństwa i bezgranicznego szczęścia. I nie lubiłam strasznie, kiedy ktoś nas wtedy podpatrywał. Oprócz Michała, oczywista, który sam czasami przyznawał się do tego, że chciałby się na własnej skórze przekonać „jak to jest”. Ale piękno tego czasu polegało na tym, że on był tylko mój i jej. I nikogo więcej. Wszystkich zainteresowanych uprzejmie proszę o przeczytanie zawieszki na drzwiach „Uwaga, karmienie. Nie drażnić matki.”

Ale ten czas już minął. Bezpowrotnie. Przeżywałam żałobę. Poważka. Głęboką jak studnia. Będzie mi brakować tych chwil. Jak bliskiego przyjaciela. No ale żeby nie było tak smutno, to powiem wam dlaczego podjęłam decyzję o zakończeniu naszej mlecznej drogi:

Bo wiedziałam, że jest na to gotowa

Zadziwiające, jak dzieci sobie radzą z nową sytuacją. My dorośli powinniśmy się od tych małych człowieków tylko uczyć. To czysta inspiracja do wychodzenia na przeciw wszystkim trudnościom. Asia poradziła sobie rewelacyjnie. Kiedy w końcu podjęłam decyzję po odstawieniu z dnia, że to już koniec i odstawiamy się z nocek, cóż, miałam pełny plecak wątpliwości. Ale moja dzielna króla mnie z nich szybko wyleczyła. Pierwszego wieczora 3 miesiące temu, kiedy powiedziałam jej, że to już czas. Że jest już tak dzielna i duża, że nie jest to już jej potrzebne zapłakała – to było do przewidzenia, – ale tylko przez chwilę. A potem zasnęła. I spała. Z dwiema zaledwie pobudkami na mleko. Tym razem już w butelce.

I dziś śpi spokojnie. Przesypia noc z dwiema pobudkami, nad ranem jest gorzej, bo uczucie głodu ją w końcu dopada, ale wtedy wzbogacam mleko okruszkami kaszy bezmlecznej i śpimy dalej. Podaję jej ciepłe mleko roślinne, ale ten gad, jak nie ma mleka dobrze podgrzanego to go nie wypije. 36,6 C to jej ulubiona temperatura 😉 dajemy więc radę, wstajemy około 8:00 i obydwie się wysypiamy. Tata też – nie martwcie się. Jasne, czasami bywa, że wór pod okiem siny jak dojrzała węgierka, bo to zęby, pogoda nie taka, albo koszmarek się przyśnił, ale to niuanse. Jest lepiej. Lepiej od scenariusza, którego się obawiałam.

Bo strojenie radia

Wtajemniczonym pewnie nawet nie muszę tłumaczyć o co cho, co nie? Też tego nie lubiłyście? Tego wykręcania wolnego od ssania sutka na wszystkie strony, jakby kosmiczną częstotliwość jakąś chciała złapać? O rany! Czasami oddałabym królestwo – CAŁE KRÓLESTWO PĄCZKÓW – za to, żeby zostawiła ten sutek w spokoju i dała mu żyć. A jak jeszcze paznokcie jej odrosły, a ja nie zdążyłam ich obciąć… o mamuniu! Cóż to była za walka samą z sobą. No ale jak jej przerwać, skoro oczy lecą, za chwilę będzie już śniła te swoje marzenia, a ja wreszcie znajdę 5 minut dla siebie? No jak?!

Bo nie zawsze i nie wszędzie

Taka jest prawda. Nie zawsze było tak, że miałam ochotę świecić biustem na pół świata, bo Asia akurat zapragnęła się przystawić. Cóż, nie można przecież mieć wszystkiego, co nie? A karmienie na żądanie oznacza brak jakichkolwiek ram i limitów. I jak jej wytłumaczę, że ławka na deptaku głównym to nie jest super miejsce na matczyny negliż, skoro wczoraj o tej porze ciągnęła sobie w najlepsze? Poza tym kiedy byliśmy w podróży też na początku dopraszała się karmienia. A kiedy trasy dobijały kilku godzin naprawdę pragnęła bliskości jeszcze bardziej – zwłaszcza, że w aucie nudno kiedy do fotela jest się przytroczonym pasami, co nie? Tylko, że… ustaliliśmy, że karmienie w drodze jest wykluczone. Bo bezpieczeństwo jest najważniejsze. Choć na początku kiedy była malutka, zdarzyło mi się parę razy jednak ją nakarmić w drodze, z czego nie jestem dumna, dlatego szybko ten kiepski nawyk zmieniliśmy.
No i jeszcze wszelkie dłuższe wyjścia. Nie zawsze było bowiem tak, że cały czas byłam pod ręką i mogła wejść mi pod bluzkę w każdej chwili. Czasami mama miała wychodne. I jak wtedy poradzić sobie z rozłąką, kiedy bar mleczny wyszedł razem z mamą?

reszta mamy tolerancyjna o tolerancji w sieci

Bo już czas

Naprawdę bywały dni i noce kiedy byłam już totalnie zmęczona ciągłym podwijaniem koszulki. Naprawdę czułam, że już czas, Asia też tego potrzebowała, zwłaszcza, że w momencie kiedy odstawiłyśmy się najpierw z karmienia w ciągu dnia, to nocki przeleżała niemal calutkie przy piersi. Ja rano połamana, ona niewyspana – żyć nie umierać! Chyba już obydwie potrzebowałyśmy tego kroku na przód… on musiał w końcu nastąpić i nie wiem, kto jednak bardziej tego potrzebował. Dziś wstaje ze śmiechem i od razu lata jak szalona po całym kwadracie, bo przecież przez noc tyle się zmieniło! Oczywiście, zdarzają się piegowate dni – jak każdemu, ale są rzadkie i to jest dla mnie potwierdzenie tego, że nie zabiło nas to zrobienie kroku przed siebie w nieznane, nie. Uważam, że nas wzmocniło.

Bo kiedyś ten moment i tak by nastąpił…

…a ja byłam już naprawdę zmęczona nieprzespanymi nocami.

Bo karmienie piersią to tylko pewien etap

Każda mama wie, że ten czas kiedyś musi dobiec końca. Ja i tak przekroczyłam swoje pierwsze założenia. Miał być rok. Rok bliskości. Rok pięknych wspomnień. Rok niezwykłego doświadczenia, które wiele mnie nauczyło i na wiele więcej kwestii otworzyło mi oczy. Zrozumiałam bardziej siebie i co to znaczy kochać tak, że jesteś w stanie przeżyć nawet więcej niż rok śpiąc po trzy godziny z pobudkami co 15 minut. Tak, były takie noce. Pierwsze pół roku w zasadzie wyglądało właśnie tak. Ale potem wszystko powoli się zmieniało. Bo, wiesz, naprawdę nic nie trwa wiecznie. Za wszystko kiedyś przyjdzie nam zapłacić. Ręki dziecka też nie będziesz trzymała kurczowo do końca życia. Ono w końcu upomni się o swoją wolność. I w sumie to od ciebie zależy, jak je do tego przygotujesz. Czy wejdzie w nią ze strachem, czy odważne i pewne, że zawsze będzie miało twoje wsparcie, gdziekolwiek los je rzuci.

Zadziwiło mnie to, jak Króla sobie szybko z odstawianie od piersi poradziła. To był dla mnie głęboki szok, że zrozumiała, kiedy powiedziałam Asia, dziś już zasypiamy z butelką. Zrozumiała w locie. Wiedziała, że przyszedł czas na następny krok po odstawieniu się z dnia i jasne, że było jej przykro i przytulała się mocniej niż zwykle, ale czuła też, że nic jej nie grozi. Cały czas zapewniałam ją, że jestem obok i nic się nie stanie. Że odstawianie to tylko następne doświadczenie i nie ma się czego bać, bo ja przy niej nadal zostanę. Nadal będzie mogła wtulać się w mamę do snu. I nikt jej tego nie odbierze. Zaufała mi. A ja uwierzyłam, że sobie poradzi. Potrzebowałam tego. I poradziła sobie. Poradziła sobie lepiej niż mama. Czasami sobie przypominała jeszcze przez pierwszych parę dni i sięgała pod bluzkę, ale wystarczyło przypomnieć jej, że podjęłyśmy już decyzję, że zrobiłyśmy już tak wiele i szkoda ten trud zaprzepaścić, i wiedziała wtedy, że tak. Czas odstawienia nadszedł. Idziemy dalej. I poszłyśmy. Zrobiłyśmy kolejne kroki naprzód.

Nadal czasami kiedy się przy niej przebieram pokaże palcem na cycusia i zacznie po swojemu wspominać patrząc na piersi i z uśmiechem gaworząc, że kiedyś się nimi dzieliłyśmy. To dobre wspomnienia. I nie ma w nich żalu, smutku, czy płaczu. Jest za to ciepło. I miłość.

Wiecie, strasznie się bałam, że jak zrezygnuję z tej niepowtarzalnej bliskości coś się w naszej relacji zmieni, coś pęknie, odejdzie i nie wróci. I że będę tego żałować. Dziś jestem już mądrzejsza. Świat się nie zawalił. Wulkan nie wybuchł, a ziemia nie rozstąpiła się pod materacem, na którym codziennie śpimy. Wręcz przeciwnie. Asia zaczyna mówić „mamusiu” (Boże, wiecie jak to pięknie brzmi?! Najpiękniej ❤), tuli się kiedy potrzebuje i ja się tulę, nawet kiedy ona tego nie potrzebuje 😉 nadal jestem jej ukochaną mamą, nadal nasza bliskość jest niepodważalnie niezwykła, a wzajemna miłość rośnie z każdym dniem. Moje uzależnienie też się nie zmieniło. Jak narkomanka myślę w kółko tylko o mojej małej Króli. Będąc na panieńskim kumpeli, odwiedzając dawno niewidzianych przyjaciół, wychodząc na randkę z moim mężem – zawsze jakaś część mojej uwagi i myśli podąża w jej kierunku… Tak więc wiecie, z tym odstawianiem to tak różowo nie jest! Nadal kochasz – tylko bardziej, nadal jesteś blisko – chyba nawet częściej, a ono nadal cię potrzebuje – mocniej jeszcze chce być pewne, że nie znikniesz. I że zawsze wrócisz, gdybyś na chwilę musiała gdzieś sobie pójść. To właśnie jest miłość. Niepowtarzalna więź mamy i jej kurczaka. Najpiękniejsza ze wszystkich.

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media