A do 2020 nie zabiorę ze sobą…

...męża. Dobra, to żart taki był. Oczywiście, że go ze sobą zabiorę, bo nie wiem, co bym zrobiła z niezjedzonym SOBIE KUPIONYM jogurtem, albo tabliczką czekolady. Tym nie mniej jest jednak parę rzeczy, których się nauczyłam w POPRZEDNIM (hej, hej, pobudka to już 2020! - serio, serio) roku i wiem, że taka lista też jest potrzebna. Dziś więcej o innej liście niż tej motywującej co na pewno, co dla siebie, co do spełnienia. Dziś o liście, której mówię NIE w nowym roku. 

Już pewnie was rzuca w żołądku na sam widok kolejnej super listy, którą TRZEBA spełnić w 2020? Spokooooojnie, tym razem cóś mam dla was zupełnie innego. To nie jest lista celów i marzeń, to lista rzeczy, których nie toleruję w moim życiu. Ciekawie się zapowiada co? No to chodźcie!

w 2020 nie będę robiła

Lubicie robić listy? Ja lubię. Nauczyłam się tego pisząc prace na studiach a potem wykorzystałam niecnie kiedy otrzymałam pierwszy pełno wymiarowy etat, gdy układałam sobie kolejność zadań do zrobienia. Dlatego u mnie kalendarz na nowy rok jest kupiony znacznie wcześniej, bo to podstawa dobrej organizacji. Zwłaszcza, że mam tendencję do oszukiwania samej siebie w związku z niektórymi postanowieniami. No wiesz, w stylu: na co czekasz?! Ten serniczek sam się nie zje… Po to właśnie mi przypominajka w postaci kalendarza, ale o tym dalej. A propos tego serniczka, to postanowiłam więc sobie, jakich paskudnych nawyków, przywar, zwyczajów i pojedynczych wybryków nie zabiorę ze sobą w ten nowy 2020 rok. Chcecie wiedzieć co tam mam? Chodźcie, zaraz zaczniecie śmiać się do rozpuku. A potem uzmysłowicie sobie, że wcale tak daleko od siebie nie leżymy… 😉

Zacznijmy więc od podstaw, czyli…

Kalendarz na nowy rok

Wiem, że są i tacy, którzy opierają wszystkie swoje działania o listy na karteczkach, o plany zapisane w głowie, albo spontan. U mnie te pomysły nie sprawdziły się ani razu, dlatego definitywnie pogodziłam się z moją chaotyczną stroną, przeprosiłam i poszłyśmy na kompromis: ja sobie pomogę, a moja druga połówka nie będzie mi przeszkadzać, o ile wszystko będzie miało swoje miejsce i czas. I tak o to przyzwyczaiłam się do posiadania kalendarza całorocznego, czyli mam swój planner. O tym, jaki planner wybrałam dla siebie jeszcze w tym tygodniu, a póki co opowiem ci dlaczego to było takie ważne.

Oprócz podziału na miesiące i dni fajnie jest mieć w zapasie z tyłu kalendarza notatnik. U mnie wyglądało to tak, że wykorzystywałam go czasami do notatek ze szkoleń, ale najczęściej do przeznaczenia choćby jednej kartki na tegoroczne golsy, czyli moje największe cele na dany rok. Ile udało mi się z nich zrobić, a ile nie? Cóż, bywało różnie, z roku na rok jest jednak tak, że jest coraz więcej tych dokonanych niż odpuszczonych, ale nadal mam tam jakieś tyły. Poza tym nadal jestem roztrzepana i nie potrafię tego z siebie wyplenić, taka już chyba moja uroda 😉 co też czasami sprawiało, że zapominałam co jest tam na końcu kalendarza, ale prędzej czy później przeważnie do tego wracałam. Częściej niestety później, bo pod koniec roku, ale pracuję nad tym 😉 i w tym roku obiecałam sobie poprawę. Jak już coś w końcu robić, to przynajmniej regularnie. A no właśnie…

Nieregularność

Co byś nie robiła, czy to zapisała się na kurs yogi, czy zaczęła żywić się wyłącznie coca-colą i lodami – w końcu przychodzi okres znudzenia i odrętwienia w temacie. Złotym przepisem na tę sytuację jest po prostu jedna i tylko jedna rada: zamknij oczy i sprawdź, jak to wszystko robi się od nowa. Wierz mi, i yoga, i lody potrafią smakować zupełnie inaczej, kiedy się na to nie patrzy 😉 gorzej z czytaniem. Bo przecież jeśli chcesz więcej czytać, nie da się robić tego z zamkniętymi… a nie, czekaj! Przecież są audiobooki! Widzisz, jednak się da! I warto tego próbować, kiedy dopada cię monotonia, marazm, niemoc, inercja, zastój. Poza tym, to może być całkiem nowe doświadczenie. Szczerze się przyznaję, że nie jestem sama fanką audiobooków, ale nie cierpiałam od dawna na znudzenie książkami i pochłaniam jedną za drugą (pełną listę moich tytułów z 2019 roku razem z pasjami i największymi rozczarowaniami – a były i takie, znajdziecie na blogu już niedługo). Mimo to twierdzę, że to wyjście, by popatrzeć na wszystko z nowej perspektywy, dostrzec coś nowego w tym, co robimy na co dzień i z czym się postanowiliśmy noworocznie pilnować.

I to właśnie jedna z tych rzeczy, które będę próbowała w sobie wypracować, bo moim top of the top, której nie zabiorę ze sobą w 2020 jest po pierwsze… skłonność do apatii i porzucania tego za co się wzięłam. Biję się w pierś i przyznaję, że tak było z yogą właśnie, a teraz jestem bez niej jak bez ręki. Tylko, że to nie z yogą było mi nie po drodze, ale samą sobą. W końcu jednak dojrzałam i do tego, by przyjrzeć się moim własnym skłonnościom i stanąć z nimi twarzą w twarz. No i tak się wykluła właśnie lista tego, czego ze sobą nie zabieram w ten nowy 2020 rok.

Tak więc skłonność do apatii i rezygnowania z tego, co robić zaczęłam stawiam na pierwszym miejscu. Drugą jest nieregularność. Wierz mi lub nie, ale to jest naprawdę klucz, by wypracować w sobie nowy nawyk. W moim domowym spa choćby tego brakuje. Obiecałam sobie, że będę codziennie kremować się przed snem do spania. I co? I guzik. Bo o ile oczyszczanie twarzy to już jest pewien nawyk, tak nawilżanie nie. Ale znalazłam sobie na to pewne rozwiązanie. Nie wiem, jak jest u was, ale u nas to przeważnie tata kąpie Asię od jakiegoś czasu. Kiedy to ja odpowiadałam za sztorm w naszej łazience, było mi zdecydowanie łatwiej dopilnować tego, by po myciu wziąć ten krem do ręki. Teraz w tym czasie szykuję kolację, a po uśpieniu Asi dopiero biorę się za siebie. Tyle, że przez to, że wtedy już zaczynam przypominać zombie robię wszystko na szybko i ani myślę o tym, by wydłużać proces pielęgnacji dodatkowymi kosmetykami. Tylko matka to zrozumie. Ale od wczoraj staram się być dzielniejsza niż zazwyczaj i poświęcam tę minutę-dwie dłużej (serio! To tak niewiele zabiera, ale zdałam sobie z tego sprawę dopiero wczoraj) na doprowadzenie skóry do ładu. Taki noworoczny cel, by być dla siebie bardziej troskliwą i opiekuńczą. Zaczynam więc od największego organu w naszym ciele, jakim jest skóra Red Heart on Google Android 10.0nowy 2020 rok plan na nowy rok

Ale do brzegu, kochanie. Kluczem było wyznaczenie sobie pory na ten cel. Powiesiłam sobie karteczkę na lustrze dla przypomnienia i teraz tę minutę znajduję – albo wtedy kiedy kąpię Asię, albo kiedy Królinka już śpi i mama ma chwilę dla siebie.

Wygodne zapominalstwo

Człowiek to zwierzę leniwe, rzekłam to ja, wasz matkowy filozof posiłkowy 😂 opierając się na obserwacjach środowiskowych (najbliższa rodzina i ja we własnej osobie). I stwierdzam z całą przytomnością bez żadnej lampki wina (!), że mamy w sobie patologiczną wręcz skłonność do celowego podświadomego wyrzucania z pamięci tego, co zobowiązaliśmy się zrobić. Dla własnego komfortu i wygody. Tak więc od nowego roku koniec z tym! Piszę te słowa oczywiście dla zobowiązania się jeszcze bardziej przed samą sobą do tego co sobie postanowiłam, ale korzystajcie z tej małej motywacji do woli. Jednym z kolejnych moich celów 2020 jest wyprostowana sylwetka i zadbany kręgosłup bez wypuklin i przepuklin, z którymi właśnie walczę. Dlatego, by się wygodnie nie zapominać poinformowałam wszystkich bliskich, rodzinę i znajomych, którzy z nami przebywają niezwyczajnie często, by śmiało przypominali mi o tym postanowieniu czy to wprost klepiąc w plecy, czy słowem – znacznie mniej skuteczne, ale też pomaga 😉 fajnie sprawdzają się też lustra, w których będziesz widzieć siebie, co oznacza, że sam twój wygląd będzie ci przypominał, co sobie obiecałaś. Wiadomo, że na każdej ścianie nie powiesisz lustra, ale są dostępne naklejki odbijające obraz dostępne np. na ali za grosze. Zamawiać, czy nie zamawiać. Wmawiać mężowi, że to pół roku temu już przyszło, czy nie wmawiać…

Rzucanie słów na wiatr

Nie lubię w sobie bardzo tej cechy. Nienawidzę nie dotrzymywać słowa. I nad tym w tym roku będę pracowała najmocniej. Moim największym krytykiem w tej sytuacji jestem ja. Bo to sobie obiecuję najwięcej. I to codziennie. Dlatego ponownie wracam do kalendarza, który postanowiłam od przedwczoraj sumiennie wypełniać i na nim opierać mój daily schedule, co pomoże mi też trzymać w ryzach wszystkie złożone obietnice. Nawet te błahe, takie jak kremowanie pyszczka. Bo wiesz, fajnie wygląda plan dnia, w którym wszystko wieczorem odhaczyłaś i nic nie zostało na jutro. Polecam każdemu a zwłaszcza tym, którzy lubią gry i wyzwania 😉

reszta mamy fajnie jest być mamą

Toksyczne relacje

Każde je ma lub miał z nimi do czynienia. Ograniczenie ich to podstawa dobrego samopoczucia. W końcu nic tak nie wnerwia jak głupi niepotrzebny przytyk najczęściej niesłuszny. Dlatego ucinamy, koniec z zbędnymi tłumaczeniami… A no właśnie.

Nie tłumacz się, działaj!

To tytuł jednej z książek, którą przeczytałam w tym roku i którą szczerze wam polecam. Będę jeszcze o niej pisała. Ale dlaczego akurat o niej? Bo jest kwintesencją tego, co mnie tłamsiło w zeszłym roku. W tym – koniec z tłumaczeniami, z wiecznym opowiadaniem się przed wieloma osobami co, kiedy i dlaczego. Nie. W tym roku będzie inaczej. Mniej gadania, więcej działania.

Skoncentruję się na sobie, a nie na innych

To też rada dla mnie, która dotyka bardzo dotkliwie, bo nie tylko ale przede wszystkim instagram strasznie mnie dołuje. Brakuje u mnie jakościowych zdjęć, a tak wiele jest piękna u innych mamuś, które umieją w te foty naprawdę nieźle. Cóż, koniec już z wiecznym wyrzucaniem sobie i tego, że ktoś ma lepiej. Niech ma! Dobra jego! To co mogę wypracować u siebie to tylko  akceptacja mojego sposobu bycia. Nie brakuje mi też porównywania się do innych kobiet, wiem, że wiele z nas tak ma, że szczuplej, że lepiej, że zdrowiej, że fajniej itd… z tym też koniec. Czas zacząć kochać siebie! I tym samym zmierzam do tego, że…

Przestanę siebie nie-kochać

To nie jest wymysł. Wydaje mi się zresztą, że większość z nas ma w sobie rzeczy, których nie lubi. Ale nie lubić to jedno. Hejtować się za nie to co innego. A ja robię to drugie. Nikt nie potrafi mnie tak parszywie potraktować jak ja samą siebie. Dlatego koniec z tym w nowym roku! Więcej rozsądku, więcej miłości, więcej czułości, więcej sprawiedliwości również dla samej siebie.

I tym sposobem zamykam moją listę tego, czego nie zabiorę ze sobą do nowego roku 2020. Wyzwanie? Cóż… myślę, że wielu z nas mogłoby się pod nią podpisać i spróbować swoich sił. Mam takie marzenie, że jeśli ty też masz dokładnie takie same lub podobne postanowienia to będziemy tu sobie o tym pisać, motywować się, nie pozwalając sobie nawzajem się poddać. To nie są, kurczę, proste zadania, ale wiesz, nie ma rzeczy niemożliwych, naprawdę. Jesteśmy tak silne, zaopiekowałyśmy się naszymi maluchami, kiedy jeszcze siedziały pod serduchem, by czuły miłość, troskę i bezpieczeństwo, a potem pomogłyśmy im przyjść na ten świat i codziennie poznajemy go razem z nimi. Nigdy nie będziemy bliżej cudu niż w tym momencie, kiedy pomagamy tworzyć się nowemu światłu, nowemu życiu. Te małe sprawki, które wyżej przytoczyłam wydają się teraz strasznie błahe, nie? Szkoda, że w istocie nie są przez nas same, przez nasze przyzwyczajenia. Ale wiesz, kiedy przypomnisz sobie, jak silna byłaś tworząc, może zrozumiesz, że masz w sobie siłę, by przenieść te góry, które teraz jeszcze stoją, ale wkrótce mogą ruszyć z miejsca. To zależy od tylko od ciebie.

To jak, lecimy w ten 2020? 😉

Ps. to ostatnie zdjęcie jest autorstwa Króli to jej pierwszy portret. Nie lubię swoich zdjęć, ale… mam słabość do jej okaRed Heart on Google Android 10.0 oczy mi się błyszczą z tej miłości, oczywista. A w głowie: tylko nie upuść, proszę, nie upuść aparatu, nie upuść, nie…

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media