Pączki bez laktozy

Oj, dobra. Wiem, że już po tłustym czwartku, ale jak was tak najdzie znowu ochota na stanie przez pół dnia w kuchni, to... nie mam dla was dobrego przepisu bo te pączki robi się jedynie w niecałe 3 godziny! Chodźcie i Bierzcie! Bierzcie z tego wszyscy!

Chciałam was poczęstować już w czwartek, no ale wyszło jak wyszło. Ja się smarkoliłam, Asinka chodziła za mną krok w krok, bo zęby, w piątek przyjechaliśmy do rodziców, a w sobotę piekłam z mamą pączki bez laktozy. Oto i one. Pyszne pyszności. Niżej znajdziecie przepis.

reszta mamy pączki bez laktozy

Jestem łasuchem. W dodatku strasznie łakomym. Zwłaszcza kiedy przed nosem pączek. Zeza wtedy robię. Poważka. Nie umknie mi z oka już nawet na milisekundę, kiedy pojawi się w zasięgu wzroku. To teraz sobie wyobraźcie jakie katusze i męki przeżywałam w tłusty czwartek rok temu i w tym roku, wiedząc, że muszę stawić czoła tej niewygodnej prawdzie i wstrzymać się do soboty z wchłonięciem pączkowego Everestu. Jestem jak czarna dziura, jeśli idzie o pączki – ile bym nie zjadła to i tak na nic, bo końca nie widać. Łakomstwa oczywiście. A instagramy i fejsbuki aż puchły od zdjęć góry pączków z każdym możliwym nadzieniem, lukrem, posypką i innymi wiórkami… Wiecie co miałam w głowie? #cojatutajrobiecojatutajrobiecojatutajrobie.

Ale ten moment, kiedy napisałam do mojej mamy w tłusty czwartek, czy, no wiecie, uratuje mój dzień przed zachodem słońca, a ona mi odpisuje: dobra, niech będzie, zrobię ci te pączki. Z ryżowym czy migdałowym?

Matko, mało kiedy jestem aż tak szczęśliwa, jak byłam w tym momencie. No… no nie ma jak u mamy ❤ Ale dobra bo ja wam tu gitarę zawracam moim wewnętrznym kryzysem egzystencjalnym spowodowanym tym, że w czwartek język mi uciekł… no wiecie gdzie. Poniżej macie przepis na takie trochę wege pączki bez laktozy i to pączusie puszyste, najwyższej klasy, takie co to się w gębie rozpływają same. Nawet językiem ruszać nie trzeba. Oto i one:

Składniki

  • 1 kg mąki
  • 8-10 jajek
  • 3/4 szkl. cukru trzcinowego
  • 1/2 kostki margaryny rozpuścić w garnku z 3/4 szkl. cukru
  • na oko do zagniecenia ciasta wybranego mleka roślinnego – ja wybrałam ryżowe z wanilią, wydaje mi się, że najbardziej się nadaje przez tę aromatyczną wanilię. Pycha!
  • 10 dkg drożdży (paczka)
  • konfitura

Najpierw ucierasz żółtka (same!) z cukrem w jednej misce. Robisz zaczyn w rondelku (drożdże kruszysz i wsypujesz do rondelka, zalewasz mlekiem na tyle, żeby się rozpuściły, ale rozczyn nie był zbyt rzadki. Dosypujesz łyżkę mąki i łyżeczkę cukru). Do drugiej dużej miski wsypujesz mąkę. Dodajesz masę z jajek i cukru, potem drożdże. I teraz najtrudniejsze zadanie: musisz wyrobić ciasto. Ważny jest bardzo ruch napowietrzania ciasta ręką – coś jak kozłowanie piłki, tylko na koniec kiedy ręka opadnie już do miski zagarniasz ciasto ręką od spodu i „wyciągasz” je na wierzch. Czynność powtarzasz aż ci ciasto od ręki odstanie, jak to mówiła moja babcia, w sobotę mama, a teraz mówię ja. To znaczy, że ciasto ma się odkleić – odejść od ręki w momencie, kiedy je wyrabiasz. Im bardziej je napowietrzysz tym pączusie będą bardziej mięciutkie. Jak prawdziwe świeżaczki prosto z piekarni.

No dobra. Ciasto musi poleżakować sobie godzinę, żeby urosnąć. Tak więc opatul je ciepło kołderką, nakryj ściereczką, a zanim przykryjesz posyp wierzch mąką delikatnie – nie rozcieraj jej na warstwie ciasta tylko lekko posyp wierzch. Wtedy ścierka ci się nie przyklei. Ważne też żeby ciasta nie przygnieść po opadnie i szlag je trafi. OK.

resztamamy pączki bez laktozyJak już się wyśpi to czas na konfiturę. Weź ciasto w misce zanim ci z niej ucieknie – przekonasz się co to znaczy, jak się DOBRZE WYŚPI… ręce posmaruj olejem, żeby ci się ciasto nie przyklejało do dłoni i teraz bierz małe kulki ciasta, rozpłaszcz je trochę ale bardzo delikatnie, tak żebyś na środek mógł położyć konfiturę i łyżeczką nakładaj małą porcję dżemu, konfitury, nadzienia. Kiedy ją nałożysz zbierz boki ciasta na wierzch nadzienia tak, by je przykryć. Jeśli jednak boisz się, ze tylko stracisz ciasto i ci nie wyjdzie, to możesz dodać nadzienie po wysmażeniu za pomocą szprycy cukierniczej albo rękawa. Narzędzie niedrogie, bo można kupić je dosłownie za jakieś 5-10 zł w Pepco na przykład, a sporo ułatwia.

Jak już sobie ulepisz kontener pączusiów to rozgrzej dobrze w garnku olej i wrzuć kawałek ziemniaka – wypije trochę oleju zamiast pączków. Na gorący olej wrzucaj pączki. Muszą się wysmażyć na rumiany kolor – tak około 3-4 minuty z każdej strony, ale musisz patrzeć – to nie jest ścisły, dokładny czas. Możesz je smażyć na kostce smalcu, możesz je smażyć na dowolnym oleju – ważne, żeby był głęboki.

Dobra, załóżmy jednak, że nie chcesz pączków bez laktozy ociekających tłuszczem – w końcu co jak co, ale do lata coraz bliżej, dzieciom też taki głęboki olej nie służy. Jest więc jeszcze jeden sposób, żeby je stworzyć bardziej zdrowe i przystępne również dla maluchów z zachowaniem oczywiście ich puszystej struktury i pysznego smaku. Możesz je upiec. Wystarczy rozłożyć je na blasze z papierem i z wierzchu posmarować roztrzepanym lekko białkiem, które zostało ci wcześniej po żółtkach. Białko sprawi, że nie będą matowe tylko będą cię jeszcze bardziej nęcić swoją błyszczącą chrupiącą skórką – aż ślina cieknie mi po brodzie. Takie jak na zdjęciu wyżej. Piecz ok. 15 minut w temperaturze 180°C.

Jeśli ty też nie możesz się jednak pohamować to jazda do kuchni! I nie żałuj. Czasami każdy z nas potrzebuje w życiu słodkiego zakończenia dnia.

Ps. ten przepis nie zawiera spirytusu ze względu na mamy karmiące i maluchy, więc nadaje się dosłownie dla każdego nieuczulonego na pozostałe składniki.

Smacznego! ❤

Zostaw komentarz:

Uzupełnij poniższe pola lub zaloguj się poprzez social media